„To oni jeszcze grają?”, „Ej, a nie słuchało się ich w gimnazjum?”, „Co oni grają? Love metal? He, he, he”. Cóż. Nie jest łatwo żyć, gdy masz dwadzieścia kilka lat i ludzie z otoczenia dowiadują się, że jedziesz na koncert HIM. Przekonałem się o tym i ja, i moja towarzyszka podróży. Nienawidzący będą nienawidzić, jak brzmi popularne powiedzonko, każdy ma swój krzyż, tymczasem zespół pod wodzą niestrudzonego łamacza dziewczęcych serc, Villego Valo, nieustannie – nawet jeśli z małymi przerwami – od przeszło dwóch dekad niesie swój sztandar, nagrywa płyty i koncertuje. Ciągle potrafi przy tym wywołać ożywione dyskusje pomiędzy jego zwolennikami a przeciwnikami. HIM zawsze polaryzował ludzi, ale i trudno się temu dziwić – albo kupuje się tę specyficzną otoczkę, albo kwituje się ją szyderczym uśmieszkiem. Raczej nie ma nic pomiędzy. Zasadniczo więc nic nie zmieniło się od czasów, gdy Valo w futrze obnażał klatę na różowej okładce bestsellerowego „Razorblade Romance”. Ile to już lat minęło? Ponad piętnaście? Chryste, ale ten czas leci.

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

O Motörhead w ostatnich latach coraz częściej pisze się w kontekście słabującego zdrowia Lemmy’ego oraz odwołanych z tego powodu koncertów, stawiając przy tym pytania o dalsze losy zespołu. Kilmister odgraża się, że działalności kończyć nie zamierza, a jeśli nawet nie będzie w stanie występować na żywo tak często jak by chciał, to Motörhead nadal będzie wydawać płyty studyjne. Póki co słowo staje się ciałem:  ledwie dwa lata temu dostaliśmy zajebisty „Aftershock” – który notabene został już pospiesznie przez niektórych pismaczków określony „prawdopodobnie pożegnalnym” krążkiem – a już za chwilę Motöry wypuszczą w świat „Bad Magic”. Koncertowo też nie widać, by panowie się specjalnie oszczędzali. Nie ma jednak co zaklinać rzeczywistości – do zobaczenia w Polsce tego świętującego w 2015 r. 40-lecie (!) działalności zespołu okazji nie będzie już zbyt wiele, o ile w ogóle jeszcze kiedykolwiek się takowa wydarzy. Wiedziałem, że jeśli mam zobaczyć Motörhead na żywo, i to bez ruszania się poza granicę Polski, koniecznie muszę wybrać się na Torwar 6 lipca. Parę miesięcy wcześniej, gdy tylko wystartowała sprzedaż biletów, zakupiłem swoje egzemplarze, po czym pozostało cierpliwie czekać na godzinę 0. Z pewną taką nieśmiałością dodam, że trzymałem mocno kciuki, by złe fatum nie odebrało polskim fanom okazji do posłuchania Motörów na żywo. Udało się.

Czytaj resztę wpisu »

Tego, że Black Sabbath mają u mnie specjalnie względy, nie ma sensu ukrywać. Okazuje się jednak, że najwyraźniej u muzyków legendarnej grupy mam je równie duże, nawet jeśli panowie o moim istnieniu nie mają najmniejszego pojęcia. Rok temu, 11 czerwca miał polską premierę ich nowy album, „13”, którego objawienie światu zbiegło się z moimi urodzinami, tym samym robiąc mi świetny prezent, bo o połączeniu sił załogi z Birmingham na nowym krążku marzyłem od dawna. Jakiś czas później ogłoszono daty drugiej odnogi europejskiej trasy. Black Sabbath postanowili dopomóc w spełnieniu jednego z moich największych marzeń – uczestniczeniu w ich koncercie, najlepiej na polskiej ziemi. Koncert w Atlas Arenie w Łodzi ustalono na 11 czerwca, tym samym determinując fakt, że moja okrągła urodzinowa impreza będzie miała wyjątkowy charakter. No bo w końcu ile osób może się pochwalić tym, że Black Sabbath grali na ich urodzinach? 😉

Czytaj resztę wpisu »