„To oni jeszcze grają?”, „Ej, a nie słuchało się ich w gimnazjum?”, „Co oni grają? Love metal? He, he, he”. Cóż. Nie jest łatwo żyć, gdy masz dwadzieścia kilka lat i ludzie z otoczenia dowiadują się, że jedziesz na koncert HIM. Przekonałem się o tym i ja, i moja towarzyszka podróży. Nienawidzący będą nienawidzić, jak brzmi popularne powiedzonko, każdy ma swój krzyż, tymczasem zespół pod wodzą niestrudzonego łamacza dziewczęcych serc, Villego Valo, nieustannie – nawet jeśli z małymi przerwami – od przeszło dwóch dekad niesie swój sztandar, nagrywa płyty i koncertuje. Ciągle potrafi przy tym wywołać ożywione dyskusje pomiędzy jego zwolennikami a przeciwnikami. HIM zawsze polaryzował ludzi, ale i trudno się temu dziwić – albo kupuje się tę specyficzną otoczkę, albo kwituje się ją szyderczym uśmieszkiem. Raczej nie ma nic pomiędzy. Zasadniczo więc nic nie zmieniło się od czasów, gdy Valo w futrze obnażał klatę na różowej okładce bestsellerowego „Razorblade Romance”. Ile to już lat minęło? Ponad piętnaście? Chryste, ale ten czas leci.

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy