Korn „The Paradigm Shift” (2013)

4 listopada 2013

Korn
The Paradigm Shift
(2013)
Korn - The Paradigm Shift1. Prey for Me
2. Love & Meth
3. What We Do
4. Spike in My Veins
5. Mass Hysteria
6. Paranoid and Aroused
7. Never Never
8. Punishment Time
9. Lullaby for a Sadist
10. Victimized
11. It’s All Wrong
12. Wish I Wasn’t Born Today*
13. Tell Me What You Want*
14. Die Another Day**
*na edycji specjalnej
** w wydaniu japońskim

Powrót do składu po niemal dziesięciu latach (nawróconego) Briana „Heada” Welcha nie oznacza jednakże powrotu do brzmień sprzed dekady. „The Paradigm Shift”, choć przesuwa akcenty w stronę ostrzejszego grania, jest raczej przeglądem patentów grupy w zasadzie z okresu całej kariery – nie wyłączając kontrowersyjnego „The Path of Totality” z udziałem muzyków ze sceny dubstepowej.

Z jednej bowiem strony, gitary Heada i Munky’ego mielą jak za dawnych czasów w „Prey for Me” czy „What We Do”. Z drugiej jednak strony mamy tutaj całkiem sporo elektronicznych ozdobników, które choć nie wysuwają się zbyt często na pierwszy plan, tak dobrze są wtopione w – jak zawsze – potężną sekcję instrumentalną, że wszystko brzmi naturalnie i dla stylu grupy całkiem odświeżająco. Szala przechyla się jednoznacznie na „ciemną” (syntetyczną) stronę mocy jedynie w singlowym „Never Never” z popowymi harmoniami wokalnymi i dubstepową wiertarką w roli bridge’a. Zgrabnie wykoncypowane zwrotki oraz mięsiste brzmienie sprawiają jednak, że numer jest całkiem strawny. Najfajniej robi się jednak, gdy panowie dokładają do pieca, a kiedy temperatura się odpowiednio podnosi, ładują w słuchaczy potężnymi refrenami – a trzeba przyznać, że płyta ‚hookami’ stoi; sztandarowo prezentuje się „Love & Meth”, gdzie pomimo chłosty ołowianym riffem (ubarwionym w tle elektronicznym leadem) mamy jeden z chwytliwszych momentów albumu – Davis bez zająknięcia z niemalże growlu przechodzi do klasycznie kornowego, acz wyjątkowo melodyjnego refrenu, w bridge’u zaś raczy nas swoim charakterystycznym rykiem. Ciekawym momentem krążka jest niemalże stricte rockowy „Lullaby for a Sadist”, gdzie frontman swoim blaskiem zdecydowanie przyćmiewa resztę. Zdarzają się też strzały chybione, ewentualnie niezbyt przekonujące („Punishment Time”, „Mass Hysteria”), ale płyta jako całość wypada bardzo korzystnie. Warte uwagi są też bonusy – szczególnie gorączkowy „Tell Me What You Want”, którego refren będą wykrzykiwać zbuntowani nastolatkowie w swoich oplakatowanych pokojach jak świat długi i szeroki, ale też i „Die Another Day” wywołuje pozytywne wrażenie symbiozą syntetycznych brzmień z kornowym ciężarem. Szkoda, że wywalono go na tak egzotyczne japońskie wydanie. I uwaga dla kojarzących skądś tytuł – uspokajam: nie, to nie jest cover bondowej Madonny.

Kornowi zdarzało się dryfować zgodnie z obowiązującymi prądami w muzyce (moda na oldschool – i bum, mamy „Korn III: Remember Who You Are”; eksplozja popularności dubstepu – z kapelusza wyciągnięto „The Path of Totality”), ale nie będę oceniać, na ile była to zimna kalkulacja, a na ile chęć poszukiwań tudzież powrotów do dawniejszych czasów. Paradoksalnie najlepiej – i aktualnie chyba najbardziej szczerze – wyszło panom zrewidowanie własnej twórczości i nagranie płyty, jaka nie sili się na cokolwiek. Wyszło bardzo dobrze.

Ocena: 8 / 10

Advertisements

komentarzy 8 to “Korn „The Paradigm Shift” (2013)”

  1. Angelizer said

    Z recenzją zasadniczo się zgadzam, ale nie jestem i pewnie nie będę wielkim fanem tej płyty. To zdecydowanie najlepszy ich album od przynajmniej 6 lat, a być może i więcej, czas zweryfikuje, ale schematyczność konstrukcji utworów oraz recykling wielu riffów sprzed kilku płyt mnie nie bawi. Największym bohaterem krążka jest zdecydowanie JD, doszedłem nawet do wniosku, że bez niego ten zespół nigdy nie zdobyłby takiej pozycji, jaką posiadał (bo teraz są jednak na zdecydowanie innym poziomie popularności niż dekadę temu).

    • Charyzmatyczny frontman, który na dodatek jest wszechstronnym wokalistą – a takim jest Davis, bo i drze mordę zawodowo, i dobrze śpiewa „czystym” głosem – zawsze jest lokomotywą zespołu. Można gdybać, na ile popularność Korna to jego zasługa, a na ile pozostałych członków, ale osobiście uważam, że tak jak w przypadku wielu innych zespołów, jakie zapisały się na kartach historii rocka, tak i tutaj sława kapeli jest wynikową siły wszystkich muzyków jednocześnie. A że JD ostatnimi czasy dźwiga cały ten wesoły kram… Ewidentnie widać, kto kieruje zespołem, poza tym po 20 latach chyba ciężko już panom wymyślić coś nowego w kornowej konwencji bez odbiegania od pewnych schematów. Ale to już chyba cecha większości zespołów z wypracowanym konkretnym stylem.

      • Angelizer said

        Zgadzam się, że to cecha (czy właściwie bolączka) większości zespołów z wypracowanym stylem. Co nie zmienia faktu, że w pisaniu riffów można się posłużyć nowym pomysłem, zamiast kopiowania zagrywki ze starszego utworu 🙂 Do tego kiedyś – czy na debiucie czy na FTL czy nawet jeszcze czasem na SYOTOS zdarzało im się uatrakcyjniać utwory jakimś niespodziewanym motywem, krótkotrwałym burzeniem konstrukcji piosenki etc. A teraz jest stricte piosenkowy schemat. Wykonany dobrze, ale ta schematyczność jest dla mnie tak wyraźna, że mnie po prostu odrzuca. Dlatego uważam, że najlepszą robotę zrobił na płycie JD, który wokalnie w dużej części kawałków się po prostu postarał, z czasem nawet popowymi harmoniami wokalnymi, które pasują nawet wtedy, gdy panowie dołożą do pieca. Brakuje mi większej ilości utworów w stylu „Die Another Day”. No i wyraźnie słychać, że pierwsza część płyty jest bardziej udana od drugiej. Moja ocena będzie chyba oscylować wokół 6,5/10

  2. LimaK said

    Album dobry. Kawałek „Prey for Me” miażdży, jest jednym z moich ulubionych w całej twórczości zespołu. „Love & Meth” też bardzo dobry. W zasadzie to większość utworów na płycie jest udanych. Ciekawym kawałkiem jest „Lullaby for a Sadist”. Nie zgodzę się z tobą Hemulen co do „Never Never”. Ja tego kawałka nie trawię i raczej nic tego nie zmieni 😛 Z bonusowych utworów najbardziej podoba mi się „Wish I Wasn’t Born Today”.

    Head wrócił i od razu zrobił porządek 😉
    Ciągle jednak uważam, że to ich debiutancki album jest najlepszy ale „The Paradigm Shift” zajmuje czołowe miejsce w moim rankingu ich płyt 🙂

    Moja ocena: 6,5/10

    • Akurat „Wish…” to najsłabszy bonus moim zdaniem 😀 Jakoś nic mnie nie przykuło do tego kawałka. Niby taki „Tell Me…” nie jest zbyt rozbudowany pod żadnym względem, i pewnie można było go trochę rozwinąć, ale już znacznie bardziej do mnie przemawia.

      Trochę nisko wyceniłeś, jak na jeden z ulubionych albumów Korna 😉

      Ja w każdym razie jestem ukontentowany. Przy okazji pisania o L&D wspominałem, że fajnie by było usłyszeć więcej numerów w stylu „The Abandoning”, a tymczasem cały TPS jest osadzony w gruncie rzeczy w takiej konwencji, tylko dodatkowo z dawką elektroniki 🙂

  3. LimaK said

    Pewnie z 10-8 lat temu gdy praktycznie słuchałem tylko Korn’a album dostałby u mnie 8-9/10 ale czasy się zmieniły i moje gusta muzyczne się rozszerzyły 😉 Tak naprawdę jak miałbym oceniać teraz ich albumy to najwyższą notę dostałby „Korn” (8/10) a reszta jest dla mnie bardzo nierówna.

  4. vannzaws said

    Love & Meth Bardzo dobra! rozkłada mnie, leże i nie myślę…..

  5. greywolf said

    To nie te same brzmienia co kiedyś, ale dobrze się tego słucha. Ogólnie jestem na tak, choć w przyszłości liczę na jeszcze więcej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s