Susan Christie „Paint a Lady” (1970/2006)

20 czerwca 2013

Susan Christie
Paint a Lady
(1970/2006)
susanchristie-paintalady1. Rainy Day
2. Paint a Lady
3. For the Love of a Soldier
4. Ghost Riders in the Sky
5. Yesterday, Where’s My Mind?
6. Echo in Your Mind
7. When Love Comes
8. No One Can Hear You Cry

Susan Christie to amerykańska folkowa piosenkarka, która zaistniała w 1966 r. za sprawą utworu „I Love Onions”. Cztery lata później, po podpisaniu kontraktu z Columbia Records, miała wydać album „Paint a Lady”, jednakże decydenci z wytwórni po przesłuchaniu materiału demo uznali go za „niekomercyjny” i rozwiązali umowę z artystką, zaś sama płyta – nie licząc dosłownie paru winylowych egzemplarzy – nie ujrzała światła dziennego. Dopiero w 2006 r. DJ z Manchesteru, Andy Votel, natknął się na jeden z nich – i podjął wysiłki, by krążek wreszcie pojawił się na rynku.

Słuchając „Paint a Lady” trudno mi uwierzyć, że ktoś kiedyś zdecydował się nie wydawać tak udanego dziełka. Całość silnie zanurzona jest w stylistyce lat 60. (nie dziwota, wszak lata powstania tych piosenek to 1966-1969) – to coś pomiędzy folk rockiem  i popem, jednakże z aspiracjami psychodelicznymi. Z całości mocno wyróżnia się „Yesterday, Where’s My Mind?” – na początku, z towarzyszeniem silnie okładanych przez perkusistę bębnów, Susan Christie recytuje i wykrzykuje słowa jakby w jakimś narkotycznym transie westalki, w tle klawisze nadają odjechanego klimatu, by po jakichś trzech minutach przejść w całkiem chwytliwą, silnie folkową piosenkę, może nawet z pewnymi – bardzo lekkimi, ale jednak – odchyłami w stronę bluesa. Pełen odjazd. Reszta kompozycji jest już ze sobą spójniejsza – dominują nastrojowe (wręcz na swój sposób mroczne) kompozycje z delikatnym głosem Susan, mającej bez wątpienia zacięcie folkowej chansonistki. Sporo tutaj klawiszy i instrumentów smyczkowych. W tej płycie urzekł mnie jednak swoisty podskórny niepokój – mimo, iż album płynie sobie spokojnie i jest niezwykle relaksujący, gdzieś pod tymi utworami czai się ciemniejsza strona. Wystarczy wspomnieć o „Paint a Lady” z nieco doorsowymi klawiszami czy „Rainy Day” z ładnie wplecionymi instrumentami smyczkowymi – w folk rocku (tudzież psychodelicznym folku, jak się czasami muzykę Christie określa) jak widać jest miejsce na mrok. Jeśli zastanawialiście się, co hippisi po użyciu różnych niedozwolonych substancji mogliby puszczać po zmroku, by się wewnętrznie wyciszyć, być może na „Paint a Lady” znajdziecie odpowiedź.

Wydanie po 36 latach tego albumu i jego ciepłe przyjęcie pokazuje prostą prawdę: dobra muzyka nie ma prawa się zestarzeć. Nawet jeśli nosi piętno czasów w jakich powstała, nawet jeśli jakieś pojedyncze rozwiązania mogą trącić myszką, jej jakość pozostaje niezmienna. Bardzo relaksująca płyta – zaręczam, że nawet po ciężkim dniu po jej włączeniu zapomnicie choć na chwilę o wszystkim dookoła.

Ocena: 8 / 10

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Susan Christie „Paint a Lady” (1970/2006)”

  1. Honiek said

    świetna płyta, nie wiedziałam że zna ją jeszcze ktoś oprócz mnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s