Les Friction „Les Friction” (2012)

19 czerwca 2013

Les Friction
Les Friction
(2012)
Les Friction - Les Friction1. Louder Than Words
2. Torture
3. What You Need
4. Here Comes the Reign
5. World on Fire
6. Save Your Life
7. Sunday
8. String Theory
9. Come Back to Me

„Nikt, ale to NIKT nie robi czegoś takiego, jak Les Friction. Nikt się nie waży!” – czyje słowa stanowią tak mocną rekomendację? Rozwiązanie tej zagadki pozostawmy na koniec recenzji.

Wyobraźcie sobie wysokobudżetowy hollywoodzki film sci-fi z porywającą, „piosenkową” ścieżką dźwiękową pełną orkiestralnego patosu, a będziecie mieli pewien obraz tego, czym jest muzyka Les Friction. Nie od rzeczy byłoby też określenie jej też czymś w rodzaju rock opery. Powala otwierający płytę „Louder Than Words” z bombastycznymi wejściami orkiestry i chórami – i chociaż patosu jest w tym wszystkim bardzo dużo, muzycy Les Friction ani przez chwilę nie zbliżają się do granicy śmieszności. Użycie symfonicznych brzmień jest tutaj realizacją określonej, muzyczno-słownej wizji, a nie celem samym w sobie. Zapomnijcie o sztampowych zespolikach, które używając orkiestry uważają, że tym samym tworzą sztukę. Trzeba bowiem pamiętać, że podstawą są tutaj po prostu dobre piosenki. Wystarczy posłuchać, jak orkiestracje ubarwiają i uwznioślają power-balladowy „Torture” z długim, urokliwym solo gitarowym. „What You Need” to za to przyjemna, w zasadzie popowa piosenka, jaką bez problemu można by wcisnąć na radiowe listy przebojów, zaś „Sunday” skojarzyła mi się ze… starszymi disneyowskimi utworami promującymi filmy animowane. Zdaję sobie sprawę, że porównanie dość dziwne, ale od razu spieszę zaznaczyć, że to jedna z najlepszych kompozycji na „Les Friction”: dynamiczna, optymistyczna, z fajnym refrenem. Panowie z Les Friction lubią też trochę pokombinować: wyłamuje się tutaj oparta na wyraźnym rytmie „Here Comes the Reign”. Ładnie też wypada zbudowane na zasadzie crescendo „Come Back to Me” z gościnnym udziałem Emily Valentine.

„Les Friction” to jedynie 35 minut muzyki, ale może właśnie dlatego, że jest tak krótko, obyło się bez wypełniaczy, a wszystkie utwory trzymają wysoki poziom. Podoba mi się też barwa i sposób śpiewania wokalisty. To z pewnością jedna z oryginalniejszych płyt, jakie słyszałem w ostatnim czasie. Okazuje się, że z połączenia muzyki rozrywkowej z orkiestrą może jeszcze powstać coś frapującego i świeżego oraz oddziałującego na wyobraźnię. Les Friction mają swój styl, a to w dzisiejszej muzyce coraz większa rzadkość. Bardzo, bardzo polecam.

Na koniec obiecane rozwiązanie zagadki ze wstępu: zacytowane słowa należą do samego Briana Maya z Queen. Oprzecie się takiej rekomendacji?

Ocena: 8 / 10

Ciekawostki:

  • Les Friction powstał na gruzach E.S. Posthumus po śmierci jednego z jego członków.
  • Fragmenty utworów Les Friction są ochoczo wykorzystywane w trailerach filmowych, podobnie jak zresztą było z kompozycjami E.S. Posthumus.
  • „Les Friction” to concept album. Oto wstęp do fabuły ze strony internetowej Les Friction: „Jest rok 2048. Ludzie są w stanie opuścić swój ziemski dom i podróżować do innych wymiarów. Podczas podróży ich cielesna powłoka zostaje na Ziemi i działa przy obniżonej wydajności. Dla większości ludzi życie jest bardziej interesujące i zabawniejsze w tych innych wymiarach, jednakże w wyniku zaniedbywania swoich najbliższych pozostających w domach, społeczeństwo zaczyna się degradować. Powstaje anarchia, a podróżnicy zaczynają odbierać miliony sygnałów S.O.S. od swoich rodzin na Ziemi. Muszą teraz walczyć i wrócić do domu, by uchronić świat od zniszczenia. Nasza historia się rozpoczyna…”
Reklamy

Komentarzy 9 to “Les Friction „Les Friction” (2012)”

  1. LimaK said

    Podoba mi się 🙂
    Jest jeszcze zbyt wcześnie na moją ocenę ale na pewno za kilka dni ocenię album 😉

  2. Cieszę się 🙂 Szkoda, że są tak mało znani – zasługują na zauważenie.

  3. LimaK said

    Myślę, że prędzej czy później Świat o nich usłyszy 😉

  4. Oby! W sumie potrzeba trochę szczęścia i przypadku – tak jak było chociażby z Gotye i jego *pewnym* przebojem. Jedna osoba drugiej podesłała linka, każdy udostępnił na Facebooku… i poszło! Jestem przekonany, że takie „Sunday”, gdyby ludzie je poznali, spokojnie by „zatrybiło”. Cóż, recenzja to chyba tyle, co mogę dla nich zrobić 😉

  5. LimaK said

    „Sunday” jakoś nie przekonało mnie do tej pory zbytnio.

    Uwielbiam „Louder Than Words”, „What You Need” i „World on Fire”. Bardzo podobają mi się też „Torture”, „Here Comes the Reign”, „Save Your Life” oraz „String Theory”. W zasadzie te 7 utworów oceniam bardzo wysoko. „Sunday” i „Come Back to Me” nie leżą mi tak bardzo jak tamte ale nie mówię, że są złe 🙂

    Nie będę czekać kilka dni i ocenię album teraz (najwyżej później zmienię ocenę) 😉

    Moja ocena: 8/10

  6. Angelizer said

    Zaciekawiłeś mnie Chris, chętnie sprawdzę. BTW po miesiącach posuchy nieźle się rozpisałeś 😉

  7. Bardzo mnie cieszy, że Was zainspirowałem do posłuchania, o to przecież chodzi 🙂

    Ang, póki mam wenę i lekko mi się pisze, zamierzam to wykorzystać 🙂 Nawet mam już mały zapas recenzji 😉

    LimaK, niewiarygodne, jesteśmy zgodni co do oceny 😀

  8. LimaK said

    Cuda się zdarzają 😉
    Czasem bywamy zgodni w ocenie 😛

    Faktycznie bardzo się Nam ostatnio rozpisałeś Chris 🙂
    Cieszy mnie to i spróbuję wykorzystać nawrót twojej weny, przesyłając Ci kilka zespołów na priv. Oczywiście od Ciebie zależeć będzie czy je zrecenzujesz ale warto spróbować 😀

  9. greywolf said

    Naprawdę fajnie piszesz – mnie zachęciłeś do przesłuchania tej płyty, a wydaje mi się, że na tym blogu znajdę więcej muzycznych inspiracji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s