Lacrimas Profundere „Antiadore” (2013)

17 czerwca 2013

Lacrimas Profundere
Antiadore
(2013)
lacrimasprofundere-antiadore1. My Release in Pain
2. Antiadore
3. What I’m Not
4. All for Nothing
5. Dead to Me
6. Abandon
7. Still in Need
8. Deny for Now
9. Head Held High
10. My Chest
11. Remembrance Song
12. A Sigh
13. Words*
14. Doomed and Unarmed*
15. A New Scar**
* w wersji digipak
** iTunes exclusive

Do poprzedniego albumu Niemców z Lacrimas Profundere („The Grandiose Nowhere”), mówiąc oględnie, nie zapałałem gorącym uczuciem. Mimo, iż miał on kilka swoich lepszych momentów, jako całość rozczarowywał, przynosząc nieciekawe kompozycje, nudne aranżacje i taką sobie produkcję. Albo panowie przeczytali moją recenzję i wzięli ją sobie do serca (hje, hje), albo zwyczajnie sami przesłuchali swoje dzieło z odpowiednią dawką autokrytycyzmu, bo to, że doszli do pewnych wniosków i postanowili coś z tym zrobić, słyszalne na „Antiadore” jest całkiem wyraźnie.

Do tego krążka podchodziłem bez entuzjazmu, licząc na kolejną powtórkę z rozrywki. Co prawda przed premierą dobiegły mnie całkiem miłe wieści, że załoga Lacrimas podziękowała Johnowi Fryerowi za współpracę i dobrała sobie nowych partnerów o całkiem interesujących nazwiskach, ale mimo wszystko byłem ostrożny. O nowych współpracownikach warto zresztą wspomnieć – za preprodukcję (czyli co? wstępny aranż?) odpowiedzialny był Hiili Hiilesmaa, fiński producent-klimaciarz, który odpowiadał m.in. za część płyt HIM, Moonspella czy Sentenced, producentem został Corni Bartels (End of Green), a całość zmiksował i zmasterował Tue Madsen, czyli pan, który opiekował się ostatnio brzmieniem Moonspella, mając też na koncie pracę z The Haunted i Heaven Shall Burn. Ekipa całkiem silna, zatem można było liczyć chociaż na odświeżenie brzmienia. I to się w dużej mierze udało.

‚Odświeżenie’ to zresztą kluczowe słowo w odniesieniu do „Antiadore”. Lacrimas Profundere nie zmieniają tu kursu obranego kilka płyt temu, jednakże wreszcie pod odpowiednią opieką byli w stanie dostatecznie ujawnić swoje atuty. Obstawiam, że producent szepnął panom „nie udawajcie nikogo!”, czyli coś, czego najwyraźniej nie robił John Fryer. W efekcie Lacrimas Profundere nie silą się już na bycie niemieckim The 69 Eyes czy HIM, nie próbują grać pseudo-gothrocka, ani nie atakują nieznośnym tandetnym manieryzmem, jaki był bolączką ich płyt gdzieś od czasu „Ave End”. „Antiadore” to zwarty zestaw solidnych rockowych numerów, które wypadają bardzo przekonująco zarówno w szybszych, jak i balladowych momentach. Tu i ówdzie słychać też delikatną elektronikę, która nie drażni. Zaczyna się od bardzo chwytliwego „My Release In Pain”, i już tu słychać jeszcze jedną pozytywną rzecz – Rob Vitacca brzmi naprawdę… nieźle! Nigdy nie przypuszczałbym, że to napiszę, ale zastępca Christophera Schmida wreszcie naprawdę daje radę! Nie ma tu nieznośnej maniery a la Jyrki, jaka była bolączką „Songs for the Last View”, nie sil się na jakieś dosładzanie, śpiewa po swojemu, nie decydując się na żadne groteskowe wokalne zawijasy. Wyjątkiem jest wydarcie mordy we wspomnianym „My Release In Pain” przez samego oryginalnego gardłowego LP, Christophera, gdzie podczas bridge’a używa czegoś na kształt growlu, chociaż kojarzącego się raczej z metalcore’m aniżeli czasami „Memorandum”.

Słówko należy się samym kompozycjom, trzymającym mniej więcej wyrównany, bardzo przyzwoity poziom. Najsłabiej wypada chyba środek płyty – powolny „Still In Need” i dynamiczne „Deny For Now” jakoś niezbyt mnie przekonują. A jeśli chodzi o resztę – dla każdego coś miłego. Podobać się mogą żwawe rockery w rodzaju „My Release In Pain”, „”What I’m Not”, Antiadore” i „Remembrance Song” (kojarzący się z tego typu utworami z czasów Chrisa) – odpowiednio dociążone brzmienie i chwytliwe refreny skutecznie maskują prostą konstrukcję utworów. Zaskakująco wręcz urokliwie wypadają ballady – „Head Held High” z gitarowo-klawiszowymi partiami solowymi w środku (szkoda, że Oliver Nikolas Schmid nie zagrał dłuższej solówki) czy dramatyczne „My Chest” potrafią wciągnąć. Świetnie prezentuje się majestatyczne „A Sigh”, z instrumentalnymi pasażami potrafiącymi przywołać na myśl Paradise Lost czy stare The Gathering – jak się okazuje, Lacrimas Profundere potrafią zagrać gotycko, ale bez wiochy, na dodatek z odpowiednią mocą. Bonusowe numery to po prostu kontynuacja tego, co słychać w podstawowym programie płyty, nie odstają jakościowo od reszty. Może jedynie „A New Scar” zdecydowanie bliżej niż reszcie do hard rocka (mamy nawet pseudo-Hammondy w tle).

Zdecydowanie najbardziej przekonujące dokonanie Lacrimas Profundere okresu z Robem Vitaccą, prawdopodobnie także najlepsze od czasu, gdy panowie zapragnęli grać przystępniejszą, bardziej komercyjną muzykę. W swojej kategorii – bardzo udana płyta.

Ocena: 7.5 / 10

Ciekawostki:

  • Za teksty nadal odpowiada Christopher Schmid, poprzedni wokalista formacji.
Reklamy

komentarzy 12 to “Lacrimas Profundere „Antiadore” (2013)”

  1. LimaK said

    Ja tam zawsze lubiłem wokal R.V. 😀
    Album jest dobry mimo drobnych rozczarowań.

    Widać, że nieco nasze gusta różnią się 😉 Ja np. bardzo lubię „Still in Need” (kawałek wpada w ucho a zwłaszcza refren, troszkę jednak mnie rozczarował gdyż wydaje się jakby zwrotki leciały tylko po to by zaraz usłyszeć refren i tak w koło, mogli nieco urozmaicić ten utwór). Oczywiście bardzo lubię: „My Release in Pain”, „What I’m Not” (oglądając trailer do tego utworu miałem jednak nadzieję, że utwór da większego kopa a nie, że najlepszym momentem będzie ostatnia zwrotka piosenki), „Abandon”, wspomniany wcześniej „Still in Need”, „My Chest”, „A Sigh” oraz „Doomed and Unarmed”. Reszta utworów jest mi szczerze mówiąc obojętna.

    Szkoda, że „Doomed and Unarmed” nie znalazło się na podstawowej wersji albumu w miejsce np. „All for Nothing” czy „Head Held High” :/

  2. LimaK said

    Zapomniałem…
    Moja ocena: 7/10

  3. Czyli dobrze napisałem, że dla każdego coś miłego 😉 A że piosenek jest całkiem sporo, to i jest z czego wybierać. Czemu pewni panowie z Finlandii *chrząka znacząco* nie potrafili w ciągu trzech lat napisać równie wiele (albo choćby i ze trzy mniej) numerów?

  4. LimaK said

    Nie do mnie to pytanie 😉
    Cieszmy się, że i tak wyszedł dość dobry album.
    Znam wiele kapel, które przez lata nie mogą/ nie chcą wydać albumu (ubolewam bo myślę teraz o pewnym niemieckim zespole pisanym w skrócie R+… Mijają 4 lata od ostatniego albumu a oni chcą zrobić sobie co najmniej 1-2 lata przerwy po trwającej trasie koncertowej :/)

    Jest to jednak miejsce dla LP i to o nich powinniśmy mówić 😛

    Zgadzam się z Tobą – dla każdego coś miłego 🙂

  5. Pytanie było retoryczne, niestety 😀

    Panowie z R+ nie palą się do nagrywania nowej płyty, bo uważają, że i bez niej spokojnie zapełnią sale koncertowe, a poza tym ostatnia sesja przebiegała dość nerwowo i się boją, że zespół mógłby nie wytrzymać kolejnych konfliktów. W sumie logiczne, chociaż fani raczej nie mają powodów do zachwytu 😀

    Za to tacy LP – jadą z kolejnymi płytami jak w zegarku niemal, z „Antiadore” dłubali się trochę dłużej 😉 To się nazywa pracowitość 😉

  6. LimaK said

    Chris ale ja to wszystko wiem 😉 Piszę tylko, że ubolewam nad zaistniałą sytuacją. Jestem w sumie ciekaw czy i kiedy powstanie kolejny krążek R+
    Raczej nie prędko gdyż gitarzysta Richard Kruspe pragnie wydać jeszcze w tym roku drugi album Emigrate (nagrywanie go ciągnie się już od dłuższego czasu). Ponadto chce zagrać kilka koncertów (przy pierwszym albumie nie doczekałem się niestety występów live, mam nadzieję, że tym razem właśnie to się zmieni).

    LP faktycznie często wydają albumy ale jak sam zauważyłeś często z marnym efektem (lepiej poczekać dłużej na coś naprawdę wartego uwagi jak choćby „Antiadore) 😉

  7. Jestem ciekaw, czy usłyszymy jeszcze kiedyś Chrisa w ramach LP czy innego projektu – mógłby na kolejnym albumie zrobić chórki jak na „Songs for the Last View” 😉 Ostatnio odpaliłem sobie starsze rzeczy Lacrimas („Burning: A Wish” i „Fall, I Will Follow”) i zdecydowanie miał to coś w swoim głosie. Szkoda, że później zaczął się trochę wygłupiać z tym wokalem (jak chociażby w „My Velvet Little Darkness”), ale i tak nadal szkoda, że już nie śpiewa.

  8. LimaK said

    Lubię Vitaccę ale Schmid też mógłby dalej udzielać się wokalnie (przynajmniej na albumie). Czy Christopher dalej pisze teksty dla LP? Wiem, że słowa do „My Release in Pain” są jego autorstwa.

  9. Z tego co wiem, to tak.

  10. LimaK said

    „Wyjątkiem jest wydarcie mordy we wspomnianym “My Release In Pain”, gdzie podczas bridge’a Vitacca używa czegoś na kształt growlu, chociaż kojarzącego się raczej z metalcore’m aniżeli czasami “Memorandum”.”

    Czy to czasami nie śpiewa Christopher? Zastanawiam się nad tym od kiedy usłyszałem ten kawałek.

    Ten występ również skłania mnie ku temu przypuszczeniu:

  11. Już w czasie pisania recenzji natrafiłem gdzieś na wypowiedź, że to Chris, ale zignorowałem to. Dwa – na teledysku w czasie tego fragmentu nie pokazują śpiewającego Roba. Zmieniam zatem to w tekście, dzięki za czujność 🙂

    Kurczę, szkoda, że Chris nie nagrał wszystkich wokali do MRiP, mogliby to wydać jako bonus 🙂

  12. LimaK said

    Hehe… Byle tylko nie brzmiało to tak jak przy tym występie 😛
    Mógłby coś jeszcze zaśpiewać ale widocznie nie chce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s