Cradle of Filth „The Manticore and Other Horrors” (2012)

3 listopada 2012

Cradle of Filth
The Manticore and Other Horrors
(2012)
Cradle of Filth - The Manticore and Other Horrors1. The Unveiling of O
2. The Abhorrent
3. For Your Vulgar Delectation
4. Illicitus
5. Manticore
6. Frost on Her Pillow
7. Huge Onyx Wings Behind Despair
8. Pallid Reflection
9. Siding with the Titans
10. Succumb to This
11. Nightmares of an Ether Drinker*
12. Death, the Great Adventure*
13. Sinfonia
* w wersji specjalnej

Cradle of Filth od dłuższego czasu wydają płyty z zaskakującą precyzją i w równych odstępach czasu. Można, nie śledząc żadnych muzycznych newsów, pójść do sklepu w okolicach Halloween w każdy parzysty rok i mieć pewność, że będzie tam czekać świeża porcja muzyki od tych brytyjskich weteranów ekstremalnego grania. Nie inaczej jest i tym razem – mamy początek listopada 2012, a na półkach sklepowych rozłożyła się wygodnie Mantykora. Wraz z innymi okropieństwami.

Jednostki decyzyjne zespołu w osobach Daniego i Paula od dawna zapowiadały, że ostatnia rzecz jakiej pragną, to to, by kolejny album Kolebki brzmiał podobnie do poprzednich dwóch („Godspeed on the Devil’s Thunder” i „Darkly, Darkly, Venus Aversa”, koncepty odpowiednio o średniowiecznym arystokracie-mordercy Gillesie de Rais oraz demonicy Lilith). „The Manticore and Other Horrors” miało cechować się bardziej punkowym podejściem, pełnym bezpośredniego, atakującego prosto w twarz grania oraz riffów takiego rodzaju, jakich nie było w ich twórczości aż tak wiele od czasu debiutanckiego „The Principle of Evil Made Flesh”. Efekt tych starań faktycznie jest słyszalny, aczkolwiek należy od razu zaznaczyć, że o żadnej wolcie stylistycznej nie może być mowy. Jedno dość drastyczne podejście do zmiany grania, jakiego dokonano na „Thornography”, spotkało się z zimnym odbiorem ze strony większości fanów, więc załoga Cradle of Filth porusza się od tamtego czasu w bezpiecznych i znajomych dla siebie rejonach, co najwyżej przesuwając akcenty na różne elementy ich muzyki.

Tym razem zmieniły się nieco proporcje. W stosunku do poprzednich dwóch krążków, „The Manticore…” ukierunkowane jest bardziej na riffowe, gitarowe granie, co zresztą uwypuklono w produkcji – na pierwszy plan wysuwa się solidne, metalowe łojenie, natomiast klawisze i orkiestracje (za które odpowiada perkusista grupy, Martin Skaroupka) pełnią główną rolę jedynie w chwilach wyciszenia pomiędzy bezlitosnym blastowaniem. Warto też wspomnieć, że po albumie absencji powróciły na krejdlowy krążek symfoniczne intro i outro (pierwsze robi większe wrażenie, zaś drugie razi trochę pretensjonalnym tytułem i mało horrorową atmosferą). To na klawisze jednak warto zwrócić szczególną uwagę. Progres w stosunku do plastikowych orkiestracji z DDVA jest znaczny, w utworach w rodzaju „Frost on Her Pillow” (klimatyczny wstęp) czy „Siding with the Titans” (nieco zakręcone partie pianina) słychać wyraźnie, że zrezygnowanie z usług Marka Newby-Robsona na rzecz Skaroupki dało świetne rezultaty – aż szkoda, że Czech o wielu talentach nie stanął za keyboardem na poprzednim albumie.

Co do partii gitarowych, większego zaskoczenia nie ma – ponownie odpowiada za nie główny kompozytor Kolebki, niestrudzony Paul Allender, i w sumie słyszymy to, czego można się po nim spodziewać. Wspomniane punkowe, a nawet i thrashowe podejście słychać chociażby w „For Your Vulgar Delectation”, które rozpoczyna się wgniatającym w fotel riffem i perkusyjną kotłowaniną, a jakie przechodzą w przyjemnie bujającą jazdę z gitarami nieco w duchu wczesnego Celtic Frost. Podjazd w stronę heavy metalu znalazł się w gitarowych leadach z „Pallid Reflection”, choć obawiam się, że chwytliwością ustępują podobnym próbom z przeszłości.

Na szczególną uwagę zasługują utwory o bardziej pokomplikowanej strukturze. W wielowątkowym, kapitalnym „Manticore” słychać sitar, a także bardzo melodyjne zwolnienie oraz pierwszorzędną black metalową jazdę na sam koniec. Wrażenie robi „The Abhorrent”, którego złożoność i dawka agresji czynią go jednym z najlepszych „otwieraczy” Cradle’owych płyt ostatniej dekady. Podobnie złożony jest „Siding with the Titans” z jadowitymi partiami gitary i ciekawym keyboardem. Zresztą brutalność całego albumu robi wrażenie. Chociaż ostatnimi czasy nie brakowało w utworach Kolebki szybkości, to jednak niekoniecznie sprawiały one wrażenie tak agresywnych i wypełnionych mocą. W kategoriach brutalności przekazu „The Manticore and Other Horrors” lokuje się gdzieś w pobliżu „VEmpire”, czyli mamy do czynienia z naprawdę wściekłym, ekstremalnym graniem. Trochę tego typu energii na poprzedniej płycie brakowało. Chyba nie trzeba dodawać, jak duża w tym rola Martina Skaroupki, którego gra na perkusji jest tutaj doprawdy szaleńcza i bardziej złożona, niż poprzednio. Jego zasługi w tchnięcie nowego życia w Cradle są nie do przecenienia, i należy to podkreślać przy każdej możliwej okazji.

Co ciekawe, zrezygnowano tym razem zupełnie z mrugania okiem w stronę masowej widowni – albumu nie przecina żaden wynalazek pokroju „Forgive Me Father (I Have Sinned)”. Kobiecy śpiew (znów w wykonaniu Lilith… tfu, Lucy Atkins) pojawia się w „Succumb to This”, swoją drogą jednym ze słabszych momentów płyty, stanowiąc miłe urozmaicenie dla cieżkiej, szybkiej jazdy. Obowiązkowa chwila wytchnienia znalazła się jedynie w singlowym „Frost on Her Pillow” z bardzo urokliwym wstępem (przywodzącym nieco na myśl czasy „Midian”) oraz wyrazistym leadem gitary, który stanowi też zresztą niejako refren. Skojarzenia z „Dusk and Her Embrace” (pamiętacie „Malice Through the Looking Glass”?) są tutaj jak najbardziej prawidłowe, i chociaż utwór pozornie może nie robić wielkiego wrażenia – konstrukcyjnie to jedna z prostszych rzeczy tutaj zawartych – po kilku odsłuchach tak się wwierca w mózg, że będziecie słyszeli motyw przewodni i pod prysznicem, i podczas wizyty w konfesjonale. Z moim rozczarowaniem spotkał się za to „Huge Onyx Wings Behind Despair”. Sądząc po dość zakręconym tytule i elektronicznym wstępie spodziewałem się usłyszeć hybrydę black metalu i industrialu, a tymczasem otrzymałem bardzo tradycyjny w formie blastowy strzał. Niestety, na kontynuację eksperymentów z „Prey” i „Soft White Throat” chyba jeszcze musimy poczekać.

Słówko należy się utworom z edycji specjalnej. Naprawdę warto wydać kilka złotych, by otrzymać dwa bonusowe kawałki – o ile „Nightmares of an Ether Drinker” o thrashowej proweniencji to cradle’owa średnia, o tyle „Death, the Great Adventure” niesłusznie nie znalazł miejsca w podstawowym programie płyty. Świetne klawisze, klimat rodem z powieści grozy i za sprawą Daniego iście diabelska końcówka sprawiają, że jest to rzecz godna uwagi. Na dodatek „Death…” znacznie lepiej pełni rolę ostatniego utworu na płycie (nie licząc outra), niż czyni to „Succumb to This”. Bez niego odnosi się wrażenie, że dramatyzm końcówki krążka jest nie taki, jaki być powinien – a przecież w przeszłości na koniec płyt Cradle of Filth przeznaczali tak mocne i dobitne utwory, jak „Mother of Abominations”, „The Smoke of Her Burning”, o „Tortured Soul Asylum” nie wspominając. Dopiero edycja specjalna Mantykory pozwala poczuć, że mamy do czynienia z albumem kompletnym.

O pewnym zaskoczeniu można mówić za to, jeśli chodzi o wokal Daniego. Wysokie tony na „The Manticore…” występują w znikomej ilości, silnie ograniczone są także jego charakterystyczne piski. W zamian dostaliśmy sporo wokalnych eksperymentów, na czele z melodyjnymi zaśpiewami różnego autoramentu (świetnie się sprawdzają w „For Your Vulgar Delectation” czy „Siding with the Titans”), growlingiem, a nawet przetworzonym (sztucznie obniżonym) cedzeniem wersów, jakiego nie było w Cradle już od niepamiętnych czasów. Trzeba zauważyć, że Dani różnorodnością wokali maskuje fakt, jak bardzo zmienił się jego głos, i wychodzi mu to bardzo dobrze. Nie ukrywam jednak, że przydałoby się w paru miejscach na krążku trochę więcej szaleństwa i właśnie tych wysokich tonów, nawet jeśli nie brzmią tak dobrze jak kiedyś. Malutki, ale jednak niedosyt pozostaje.

Paradoksalnie, chociaż „The Manticore and Other Horrors” nie jest concept albumem (tematyka dryfuje wokół potworów – literackich, mitologicznych, personalnych – ale utwory nie są ze sobą powiązane), wydaje się – mimo różnorodności – znacznie spójniejszy od poprzednika, bardziej zwarty i bezpośredni. Fani nie powinni być zawiedzeni, wszystkie charakterystyczne elementy Cradle of Filth zachowano, pozwalając sobie przy tym na parę małych innowacji, które sprawiają, że nie mamy do czynienia ze stagnacją. Trudno natomiast powiedzieć, jak album zniesie próbę czasu. Nie da się ukryć, że „Darkly, Darkly, Venus Aversa” sporo straciło na wartości od czasu swojej premiery, i dzisiaj stanowi co prawda przyzwoitą, acz niczym nie wyróżniającą się pozycję w dyskografii zespołu (na dodatek taką, która nie wniosła kompletnie nic nowego). Mantykora jest od poprzednika lepsza, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że nie ma szans na wejście do krejdlowego kanonu.

Pytanie stanowi: czy naprawdę tego oczekujemy od nowych płyt Anglików, podczas gdy ich kanon został ustalony lata temu? Wydaje się, że najważniejsze w tym momencie jest to, że dostaliśmy dobrą płytę, która nie odsłania wszystkich swoich kart od razu oraz że słucha się jej bardzo przyjemnie. A że niektóre riffy wywołują uczucie déjà vu albo nie wszystkie utwory trzymają klimat? Plusy Mantykory zdecydowanie przeważają jej słabości i pozostaje życzyć sobie, żeby panowie utrzymywali swój artystyczny lot na takim poziomie. Nie są to górne warstwy stratosfery, ale bliżej im obłoków niż brutalnego zderzenia z glebą. Mnie taki stan rzeczy w zupełności zadowala.

Ocena: 7.5 / 10

Ciekawostki:

  • Tytuł płyty stanowi delikatne nawiązanie do „The Raven and Other Poems” Edgara Allana Poe.
  • Mantykora to mitologiczne stworzenie z perskich legend, podobne nieco do egipskiego sfinksa. Ma tułów lwa, głowę człowieka, ogon skorpiona lub smoka i – w zależności od źródła – skrzydła, rogi, a także wydaje odgłosy przypominające trąbkę.
  • W średniowieczu uznano, że mantykora to diabelskie połączenie trzech znaków zodiaku: Lwa, Skorpiona i Wodnika. Co ciekawe, są to znaki odpowiednio Daniego, Paula i Martina.
  • Liczba mantykory zatem to 3. Album powstał w trzyosobowym składzie, również oprawę graficzną stworzyły trzy osoby: Matt Vickerstaff (m.in. okładka), Travis Smith i Kewin Miceli.
  • Okładkę miało stanowić zdjęcie (tak jak np. na debiutanckiej płycie), ale muzycy „nie mogli znaleźć odpowiedniego fotografa”. Stanęło więc na tym, że na okładce pojawiło się wyretuszowane zdjęcie modelki na komputerowym tle.
  • „The Abhorrent” i „Siding with the Titans” są inspirowane twórczością H.P. Lovecrafta.
  • Aluzji literackich jest więcej: tekst do „Nightmares of an Ether Drinker” został zainspirowany dziełem pod tym samym tytułem pióra Jeane’a Lorraine’a, zaś „Death, the Great Adventure” słynnym wywiadem, jakiego udzielił Carl Gustav Jung pod koniec swojego życia. W książeczce zamieszczono zresztą z niego cytat. Wreszcie zapewne „The Unveiling of O” jest nawiązaniem do książki „Historia O” Pauline Reage. (thx: C(o)unt Angelizer).
  • Muzycy chcieli, by album został nagrany analogowo, niestety nie udało się tego zrealizować.
  • Bas nagrał nowy sesyjny muzyk zespołu, Daniel Firth.
Reklamy

Komentarze 2 to “Cradle of Filth „The Manticore and Other Horrors” (2012)”

  1. Tiamat said

    Dobry album i dobra recenzja. A o jaki wywiad Cala Junga chodzi? Możesz zarzucić linkiem czy jakąś bardziej szczegółową informacją? „słynnym wywiadem jakiego udzielił Carl Jung pod koniec swojego życia”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s