Opeth „Heritage” (2011)

30 września 2011

Opeth
Heritage
(2011)
1. Heritage
2. The Devil’s Orchard
3. I Feel The Dark
4. Slither
5. Nepenthe
6. Häxprocess
7. Famine
8. The Lines In My Hand
9. Folklore
10. Marrow Of The Earth
11. Pyre *
12. Faces In The Snow *
* bonusy edycji specjalnej

Mikael Åkerfeldt mówi o „Heritage”, że to płyta, jaką zawsze chciał nagrać. A czy fani Opeth będą chcieli takiej słuchać?

O tym, że idzie nowe, dało się usłyszeć na, skądinąd rewelacyjnym, „Watershed”, lecz dopiero na jego następcy Szwedzi dokonują prawdziwej muzycznej wolty. Kompozycje – wszystkie podpisane przez niekwestionowanego lidera grupy, Åkerfeldta – stanowczo zmieniają obraną na paru poprzednich płytach stylistykę. Patrząc przez pryzmat „Heritage”, trudno już nazywać Opeth zespołem metalowym.

Tym razem bowiem muzycy pofolgowali swoim muzycznym fascynacjom, a te sięgają lat 70. ubiegłego wieku. Ekstremalne, miażdżące riffowanie zastąpiły delikatne gitarowo-klawiszowe przeplatanki, growling został zupełnie wyparty przez czysty śpiew, a całość zdecydowanie przesunęła się w stronę rocka progresywnego, a nawet psychodelii. Przez prawie godzinę trwania „Heritage” można zabawić się w zgadywanie, jakie tropy podrzucają nam muzycy w danym momencie – przykładowo najbardziej dynamiczny w zestawie „Slither” tak bardzo kojarzy się z twórczością Deep Purple, że wszyscy, których znajomość dokonań rzeczonego zespołu nie kończy się na „Smoke On The Water”, nie będą mieli problemu ze wskazaniem inspiracji. Blackmore’owsko prowadzona gitara, linia wokalna, w jakiej Ian Gillan odnalazłby się bez problemu i krótka, wirtuozerska solówka nie pozostawiają wątpliwości, że w odtwarzaczu Åkerfeldta gościły dzieła Deep Purple, ewentualnie Rainbow z czasów Ronniego Jamesa Dio, któremu zresztą utwór jest dedykowany. Nie znaczy to jednak, że „Heritage” jest zlepkiem kalek i zapożyczeń – mając na uwadze dokonania swoich mistrzów, Opeth rzeźbią mimo wszystko we własnej glinie. W obranej stylistyce Szwedzi czują się niesamowicie swobodnie, a długie instrumentalne pasaże dowodzą klasy zespołu zarówno od strony technicznej, jak i koncepcyjnej. Wystarczy tylko posłuchać, jak cudnie, jazzowo połamana jest perkusja w „The Devil’s Orchard” – swoją drogą, najbardziej intrygującym momencie krążka, napędzanym przez niebanalny, dość pokręcony riff – czy jak ładnie rozwija się „Famine”: od łagodnego początku do masywnej kulminacji nieco w duchu Black Sabbath.

Nie znaczy to jednak, że „Heritage” jest płytą wybitną. Chociaż bogactwo brzmień i jakość produkcji imponują, zdarzają się tutaj momenty przesadnie rozciągnięte, rozmemłane, przez co krążek potrafi chwilami znudzić. Wydaje mi się, że „Dziedzictwo” jest wartościowym albumem nie tyle pod kątem swej rzeczywistej jakości, co perspektyw, jakie przed sobą otwiera. Opeth ma szansę na kolejny, tyleż interesujący co odmienny od poprzedniego rozdział w swojej historii – a dla wielu fanów z pewnością wysoce kontrowersyjny. Tylko od determinacji oraz odwagi jego członków zależy, czy „Heritage” okaże się początkiem nowej drogi, czy też jednorazowym kaprysem rozmiłowanego w klasycznym rocku Mikaela Åkerfeldta.

Ocena: 7 / 10

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Opeth „Heritage” (2011)”

  1. JeRRy said

    Nie mój styl muzyczny, ale cieszę się, że ktoś próbuje dzielić się ze światem swoimi poglądami muzycznymi! Zapraszam do siebie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s