Vader „Welcome To The Morbid Reich” (2011)

1 września 2011

Vader
Welcome To The Morbid Reich
(2011)
1. Ultima Thule
2. Return To The Morbid Reich
3. The Black Eye
4. Come And See My Sacrifice
5. Only Hell Knows
6. I Am Who Feasts Upon Your Soul
7. Don’t Rip Beast’s Heart Out
8. I Had A Dream…
9. Lord Of Thorns
10. Decapitated Saints
11. They Are Coming…
12. Black Velvet And Skulls Of Steel
13. Troops Of Tomorrow (The Exploited cover)*
14. Raping The Earth (Extreme Noise Terror cover)*
* w wersji digipak

W ciągu ostatnich kilku lat o Vaderze było dość głośno, chociaż nie zawsze mówiło się o tym zasłużonym olsztyńskim zespole w superlatywach. Gwałtowne i gruntowne zmiany w składzie (po rocznicowym koncercie w 2008 r. ówczesny line-up rozpadł się całkowicie), plotki o domniemanym autorytaryzmie Petera, a także rywalizacja – w kreowaniu której celowali głównie internetowi krzykacze – pomiędzy jego formacją a przeżywającym szczyt popularności zarówno w kraju, jak i na świecie Behemothem strąciły gdzieś na dalszy plan dokonania muzyczne dywizjonu Wiwczarka. Te zresztą ostatnio nie były zbyt zachwycające. Wydany dwa lata temu album „Necropolis” stał się pożywką dla wszystkich tych, którzy widzieliby Vadera już jedynie jako martwe hasło w encyklopedii metalu, a nie jako nagrywający płyty i koncertujący zespół. Krążek nie wnosił wiele do dyskografii, mówiąc najogólniej – prezentował poziom mocno średni. Peter najwyraźniej nie należy jednak do osób, które łatwo składają broń, a że w wielu wywiadach czuć jego tęsknotę za – ujmując krótko – „dawnymi czasami”, nie było aż taką wielką niespodzianką, gdy okazało się, że kolejne dziełko Vader czerpać ma z przeszłości zespołu.

I faktycznie, oldschoolowa stylizacja zaczyna się już na poziomie rysowanej okładki, kojarzącej się z klasycznymi malowidłami z płyt death i thrash metalowych z coraz odleglejszych lat 90. Dodajmy do tego powrót do starego logo i tytuł nawiązujący do kultowej demówki, a niewątpliwie odpakowując krążek poczujemy się, jakbyśmy cofnęli się w czasie o ładnych kilkanaście lat. Na szczęście Wiwczarek w kwestii muzycznej nie dał się aż tak ponieść sentymentom i zamiast odgrzewanych kotletów podał nam tym razem krwiste, jeszcze ruszające się death metalowe mięsko z paroma aromatycznymi dodatkami.

Krótkie intro przenosi nas do quasi-tytułowego „Return To The Morbid Reich” (ciekawostka: tak brzmiał roboczy tytuł longplaya), który z miejsca wgniata w fotel zabarwionym orkiestracjami wstępem, by po chwili przejść do solidnej metalowej jazdy. Zawrotne tempo, kombinacje z wokalem (niemal blackowy krzyk) i szczypta przypraw z innej niż zawsze półki (wspomniane symfoniczne sample) dają efekt iście piorunujący. Zresztą, drobnego eksperymentowania jest tutaj więcej. Wyróżnia się tu „I Am Who Feasts Upon Your Soul” z filmowym, tajemniczym wstępem rodem z Dimmu Borgir oraz pokręconymi solowymi wypadami gitar. Zresztą, Peter do części szarpanych partii dopuścił Pająka z Esqarial, co zaowocowało soczystymi solówkami czasami odjeżdżającymi niemal w heavy metal. Fajnie wypadł też masywny, powolny„Black Velvet and Skulls of Steel”, gdzie Generał z załogą postawili w większej mierze na ciężar, aniżeli szybkość. Trzeba bowiem zaznaczyć, że „Welcome To The Morbid Reich” gna do przodu jakby ścigali go – nomen omen – wszyscy diabli. Mimo pewnych wycieczek w rzadziej penetrowane rejony, mamy tutaj do czynienia z rasowym, death metalowym łojeniem – „The Black Eye”, „Only Hell Knows” to typowe vaderowe grzanie jak z karabinu, „Lord of Thorns” powala mocarnym refrenem, zaś szaleńcza przeróbka „Decapitated Saints” z debiutanckiego „The Ultimate Incantation” (i jeszcze wcześniejszej demówki „Necrolust”) to już wyrywający z butów huragan.

Przyznam szczerze – nie spodziewałem się, że Vader będzie w stanie powrócić z tak mocnym, zwartym materiałem. Okazuje się jednak, że nawet taki weteran, jak Piotr Wiwczarek jest jeszcze w stanie wyprodukować metalowy majstersztyk. Dziewiąty długograj Vadera miażdży bębenki potęgą brzmienia (wspaniała produkcja!), poziomem wykonawstwa (najgłębszy ukłon wędruje w stronę Pawła „Paula” Jaroszewicza za genialne bębny) i klasą samych kompozycji. Niewiele słyszałem ostatnio albumów, gdzie po wybrzmieniu ostatniej kompozycji zacząłem słuchanie od początku. „Welcome To The Morbid Reich” jest jak wystrzał z armaty: krótki, donośny i powodujący drżenie ziemi. Wywołanymi nim zniszczeniami maniacy ekstremalnego grania powinni być ukontentowani.

Ocena: 9 / 10

I na koniec mała informacja: polecam subskrybowanie tego bloga, dzięki temu będziecie dowiadywać się o nowych tekstach mailowo. Przydatne zwłaszcza teraz, gdy aktualnie w CSR nowe notki pojawiają się rzadziej. Postaram się trochę poprawić 😉

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s