Svenia „Black Heart” (2005)

11 kwietnia 2011

Svenia
Black Heart
(2005)
1. Burial In Autumn
2. My Nuptial Sepulchre
3. In The Shadow Of Death, In The Shadow Of Love
4. Last Prayer
5. Celestial Crime
6. Love Me To Death
7. Endless River Of Cry
8. Cursed
9. Death Is Waiting For Your Heart
10. Infernal Forest

Każdy trafia kiedyś na swoje Waterloo. Już patrząc na niemiłosiernie tandetną okładkę miałem złe przeczucia, a i nazwa zespołu oraz tytuły utworów sugerowały, żeby raczej od tego krążka trzymać się z daleka. Niestety, zaparłem się w sobie i postanowiłem spróbować. Już po minucie pierwszej piosenki pożałowałem swojej decyzji, i jedynie szaleńczy upór zadecydował, że dotrwałem do końca płyty. A, wierzcie mi, łatwe to nie było.

Jak później wyczytałem, kretyńsko brzmiące słowo użyte jako nazwa kapeli – Svenia – oznacza w języku włoskim ckliwość i przypochlebianie się, ja natomiast jestem zdania, że od wydania „Black Heart” zyskało też nowe znaczenie: kompletnej katastrofy. Svenia oferuje słuchaczom coś, co w założeniu miało być chwytliwym gotyckim rockiem, a co panowie skwapliwie podkreślają na zdjęciach, mażąc się eyelinerem. Założenia może mało ambitne, lecz znośne, ale ich realizacja to już prawdziwe antymistrzostwo świata. „Black Heart” reprezentuje wszystko, co złe w tym gatunku, na dodatek wszystkie owe mielizny odpowiednio wyolbrzymiając. I tak skrętu małżowin usznych dostarczają nam „mroczne klawisze”, których brzmienie i aranżacje bliższe są raczej klasykom disco polo, aniżeli władców nurtu „doom’n’gloom”, słabowite gitary z nielicznymi „popisami” przy fragmentach będących zapewne solówkami oraz plumkająca w tle, kartonowa perkusja. Osobne zdanie należy się wokaliście, któremu – sądząc po powłóczystych spojrzeniach z klipu do „Death Is Waiting For Your Heart” – marzyłaby się fucha włoskiego Villego Valo. Pomijając aspekty wizualne, powiedzieć o panu Leonardo, że jest cienkim śpiewakiem, to nic nie powiedzieć. Wysokie wokale balansują niemal na granicy fałszu, zabawnie brzmi, gdy próbuje miejscami zanucić coś niżej, a gdy przechodzi w falset, naprawdę nie wiem, czy śmiać się, czy lepiej już gorzko zapłakać. Tytuły piosenek są takie, jakie widać, szkoda tutaj komentować, a jeśli ktoś uważa, że pozory mogą mylić i same teksty mają szansę być lepsze, przytaczam próbki: „Love is bleeding from your eye”, „bury your life, dear / doom won’t wed us in the graveyard”. Wystarczy? Bo mnie tak. Jakby tego wszystkiego było mało, obrazu żałości dopełnia beznadziejna, nieczytelna produkcja, gdzie w miksie ginie chyba wszystko, co zginąć może.

Żeby spieprzyć dosłownie każdy element składowy, żeby nie dać ani jednego malutkiego powodu, by jakoś obronić ten krążek, żeby stworzyć takiego zakalca – trzeba mieć do tego nieliche predyspozycje. Panom ze Svenii poleciłbym zająć się jakimiś konstruktywnymi rzeczami – grabieniem liści, wyprowadzaniem psa na spacer, myciem okien i innymi rzeczami na miarę ich geniuszu i talentu, natomiast od tworzenia muzyki niech trzymają się z daleka. „Black Heart” to katastrofa od pierwszej do ostatniej minuty. Dno i wodorosty oraz dowód, że płyty zasługujące bez wątpliwości na najniższą ocenę naprawdę istnieją.

Ocena: 1 / 10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s