Lily of the Valley „Sounds of the Moments” (2010)

1 kwietnia 2011

Lily of the Valley
Sounds of the Moments
(2010)
1. Intro
2. Oblivion
3. The End Of The World
4. This Moment Forever
5. Stagnant Hours
6. Winter In Paradise
7. Minority
8. Far Away
9. Gentle Words
10. A gdyby

Jeśli tylko trochę poszukać, może się okazać, że wbrew głosom licznych malkontentów, w naszym kraju tworzy się brzmiącą świeżo, ciekawą muzykę. Nie da się zaprzeczyć, że dzięki potędze Internetu wiele młodych zespołów może zaistnieć bez wsparcia dużych wytwórni i ich pieniędzy. Właśnie dzięki Sieci natknąłem się na kielecką formację Lily of the Valley.

Ten dwuosobowy projekt określa się jako zespół grający w ramach sceny Dark Independent, a więc szerzej pojmowanej subkultury gotyckiej, odcinając się tym samym od nurtu industrialowego. Ja jednak zmuszony jestem zaprotestować, bowiem muzyka Lily of the Valley to odważny mariaż grania rockowego i elektronicznego, a wpływy industrialowe słychać tutaj całkiem wyraźnie. Mamy sporo syntezatorów, automat perkusyjny, solidne syntetyczne podkłady, ale i wyraźne, często wiodące partie gitar – zagrywki w „The End of the World”, „Far Away” czy „Minority” potrafią być naprawdę frapujące. O sile całości stanowi także wokal Arachny – dziewczyna radzi sobie znakomicie zarówno z dynamicznymi kawałkami („Oblivion”), jak i z tymi balladowymi, które wyraźniej ukazują jej umiejętności – by wspomnieć o „Stagnant Hours” czy zaskakującym, kapitalnym „A gdyby” – tam barwa głosu i styl śpiewania wokalistki bardzo zbliżyły się do Anji Orthodox, a i sam utwór brzmi nieco jak zelektronizowany Closterkeller, bez utraty jednak własnej tożsamości kieleckiej formacji. Co do samych kompozycji i ich aranżacji – mimo, że to debiut, słychać, że muzycy nie grają i nie tworzą od wczoraj. Brzmi to wszystko całkiem dojrzale, utwory ułożone są z głową – niekoniecznie oparte na piosenkowej strukturze, jednakże w zasadzie wszystkie ogromnie chwytliwe (pomijając ambientowe intro). Szczególnie wyróżniłbym z nich mojego żelaznego faworyta – szybki „Winter In Paradise” ze świetnym, przebojowym refrenem. Najwyraźniej jego twórcy podzielają moją opinię, bo właśnie do tego kawałka powstał teledysk. Także tekstowo jest na „Sounds of the Moments” bardzo dobrze. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to byłaby to produkcja. Jest na przyzwoitym poziomie, aczkolwiek czasami przydałoby się bardziej wyciągnąć do przodu wokal, który miejscami zbyt wtapia się w elektroniczno-gitarowe serpentyny, wydaje się też, że za mało słyszalny jest bas – dołu trochę brakuje. W gruncie rzeczy jednak to drobnostki – pamiętajmy, że mamy do czynienia z niezależnym zespołem.

Wszystko wskazuje na to, że na polskiej scenie zaistniał kolejny interesujący, niebanalny zespół o dużych możliwościach. Wypada się cieszyć, że w rodzimym podziemiu powstają tak udane dzieła.

Ocena: 8 / 10

Ciekawostki:

  • Album można zamówić, ale też darmowo i legalnie ściągnąć ze strony jego wytwórni – Halotan Records – tutaj. Szczerze zachęcam.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s