Ozzy Osbourne „Scream” (2010)

9 października 2010

Ozzy Osbourne
Scream
(2010)
1. Let It Die
2. Let Me Hear You Scream
3. Soul Sucker
4. Life Won’t Wait
5. Diggin’ Me Down
6. Crucify
7. Fearless
8. Time
9. I Want It More
10. Latimer’s Mercy
11. I Love You All

Książę Ciemności namieszał trochę przed premierą swojej dziesiątej (nie licząc „Under Cover”) długogrającej płyty solowej – sporą niespodzianką okazało się nagłe pożegnanie z Zakkiem Wylde’m, posadę perkusisty stracił Mike Bordin. Bez obaw jednak – nowy personel nie przyniósł żadnych drastycznych zmian w muzyce Ozzy’ego, uspokajam także: „Scream” to album ciekawszy i przyjemniejszy w odbiorze, niż przynudzający poprzednik, „Black Rain”.

Rewolucji bowiem być nie mogło. Nawet nowy gitarzysta, Gus G, nie wnosi aż tak wiele od siebie, jak można by się było spodziewać (nie uczestniczył w komponowaniu żadnej piosenki). Stara się raczej jak najlepiej odtworzyć styl swojego brodatego poprzednika, i w tym wypada całkiem nieźle, chociaż takich solówek, jakie wyczarowywał spod palców Wylde, to ów grecki wiosłowy zwyczajnie nie gra. Ale i bez tego „Scream” wypada zaskakująco świeżo, a szczególnie przekonująca jest pierwsza połowa płyty. Zaczyna się od mocnego wejścia i dość nietypowej dla Osbourne’a melodyki (bardziej recytuje niż śpiewa) w „Let It Die”, natomiast w „Let Me Hear You Scream” mamy prawdziwe heavy metalowe fajerwerki – szalone tempo, niezły riff i megaprzebojowy refren, wprost stworzony do odkrzykiwania razem z Księciem na koncertach… „Soul Sucker” przywołuje zaś na myśl dokonania Black Sabbath – jest i powolny, ociężały riff – choć, co ciekawe, motyw gitarowy przykryty jest wokalnym, co wypadło bardzo fajnie i ciekawie – a w środku piosenki mamy przełamanie tempa skutkujące dynamiczną jazdą bez trzymanki. „Life Won’t Wait” to zaś całkiem udana ballada z akustyczną gitarą i ładną melodią oraz paroma mocniejszymi wejściami instrumentarium. Kolejny utwór, „Diggin’ Me Down”, rozpoczyna się powoli, od pojedynczych szarpnięć strun gitary, by wejść w jakby narastający, ciekawie prowadzony riff. Sporo się tutaj dzieje, mamy i chwile spokoju, i metalowy czad. Niestety, później jest już słabiej – w drugiej połowie płyty chyba najlepiej wypada „Time” z niemal, hm, lennonowskimi wokalizami. Resztą to raczej średniawka, jaka raczej nie ma szans na dłuższy pobyt w odtwarzaczu (szczególnie kompletnie nijakie „Latimer’s Mercy”), chociaż oczywiście nikt od tych utworów w jakowąś traumę nie wpadnie.

A co z formą wokalną samego Ozzy’ego? Cóż, wszyscy wiemy, że pan Osbourne nigdy wielkim (pod względem, że tak powiem, możliwości technicznych) wokalistą nie był, a jego siła polegała na charakterystycznej barwie i charyzmie, których nie brakuje i na „Scream”. Choć lata zrobiły swoje i na koncertach Ozzy’emu coraz rzadziej zdarza się zaśpiewać czysto, na albumie brzmi jak należy – Kevin Churko musiał się sporo natrudzić, żeby głos Księcia wypadał porządnie, choć niestety czasem mocno daje po uszach nieprzyjemnym ‚plastikiem’ i milionem efektów… Z dwojga złego wolę jednak Osbourne’a wspieranego komputerem, ale śpiewającego, niż Osbourne’a pokazującego w telewizji, jak zbiera psie kupy. Niestety, nie mogę pochwalić produkcji krążka – niby gitary mają sporo mięcha, wokal osadzono jak należy, ale całość jest zbyt mocno skompresowana, brakuje tutaj przestrzeni, większej wielowymiarowości – zupełnie jakby przycięto dźwięk do możliwości odsłuchowych przenośnych odtwarzaczy muzyki mp3: na nich zabrzmi to przyzwoicie, ale kto ma lepszy sprzęt, niestety już większej różnicy na plus nie usłyszy. Churko to jednak nie geniusz konsolety Tim Palmer, który to wyczarował swojego czasu (na „Down To Earth”) najlepsze brzmienie jakie miał kiedykolwiek Ozzy.

Trochę się wyzłośliwiłem, ale mówiąc zupełnie szczerze, ucieszyła mnie ta płyta. Ucieszyła, bo brzmi świeżo, energetycznie, bo Ozzy’emu mimo dziesiątków milionów dolarów na koncie i problemów zdrowotnych nadal chce się nagrywać kolejne krążki, a nie bawić się już tylko w rzucanie do sklepów kompilacji i reedycji. Wyszło nieźle, a nawet jeśli Krzyk to miejscami mniej donośny i zachrypły, to na uczciwe siedem zasługuje. Ozzy, zostań z nami jak najdłużej.

Ocena: 7 / 10

Ciekawostki:

  • Pierwotnie tytuł płyty miał brzmieć „Soul Sucka”, ale po negatywnej reakcji ze strony fanów Ozzy z  niego zrezygnował.
  • Osbourne podziękował Wylde’owi, bo podobno nowy materiał, jaki ów napisał, zbytnio przypominał dokonania Black Label Society. Dopiero w jakiś czas po wydaniu „Scream” Książę przyznał, że chodziło raczej o fakt, że Zakk pije, a Ozzy już nie, i bał się, iż przez swojego gitarzystę powróci do nałogu.
  • Z edycji specjalnych najbogatsze jest wydanie „Tour Edition”, gdzie dostajemy – analogicznie do podobnej edycji „Black Rain” – bonusowy dysk z rarytasami. Znajdziemy tam 3 odrzuty z sesji „Scream” („Hand Of The Enemy”, „One More Time” i „Jump The Moon” – wszystkie całkiem dynamiczne i… słabsze od tych z podstawowej wersji krążka; słusznie stało się, że się nań nie dostały, chociaż słucha się ich całkiem nieźle) oraz 4 utwory na żywo („Bark At The Moon”, „Let Me Hear You Scream”, „No More Tears” i sabbathowe „Fairies Wear Boots” – szczególnie fajnie posłuchać tego ostatniego w wykonaniu Gusa G; słychać też, jak wzmocniono wokal Osbourne’a podczas postprodukcji tych nagrań). Dla fanów rzecz warta przemyślenia.
Advertisements

komentarze 2 to “Ozzy Osbourne „Scream” (2010)”

  1. Faustus said

    Właśnie nie rozumiem czemu tak dużo osób krytykuje drugą połowę płyty. Moim zdaniem jest tam całkiem sporo perełek w rodzaju znakomitego „Fearless” czy „One More Time”. Choć „Latimer’s Mercy” faktycznie dosyć nuży. A produkcja cieszy me uszy, aczkolwiek nie słyszałem „Down to Earth”, więc nie mogę porównywać 😉

    • Mnie druga połowa płyty raczej nuży i nie znajduję tam zbyt wielu powodów do zachwytu, choć – jak pisałem – bólu przy słuchaniu nie ma. Jest po prostu bardzo średnio. Na przykład taki „Fearless” w ogóle mnie nie rusza 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s