Shadowgarden „Ashen” (2010)

29 września 2010

Shadowgarden
Ashen
(2010)
1. Shadowplay
2. Last Summer
3. With Love And A Bullet
4. The Withering Of Mine
5. Sorrow’s Kitchen
6. 1:40 AM
7. Murky Waters
8. Way Down Low
9. Empty Days
10. Slowmotion Apocalypse

Oczywiście nie ma nic złego w poznaniu zespołu z telewizji czy rekomendacji znajomego, ale największą satysfakcję przynosi mi moment, gdy, często całowicie przypadkowo, odkrywam samemu trop kapeli zupełnie nieznanej, a jednocześnie oferującej ciekawą rozrywkę na odpowiednim poziomie. Tak stało się przy okazji natknięcia się na debiutancki longplay szwedzkiego Shadowgarden.

Niby nie ma w ich muzyce nic, czego gdzieś już bym nie spotkał, ale przecież pokaz rzetelnie odrobionego zadania domowego z melodyjnego gotyckiego metalu i rocka nie musi być czymś niewłaściwym. Ba, słuchając Shadowgarden utwierdzam się w przekonaniu, jak bardzo potrzebne są formacje ze środka ligi, tworzące rzetelną dawkę dobrze przyswajalnej muzyki, bez żadnego muzycznego mesjanizmu czy też – patrząc z drugiej strony – bezmyślnego kopiowania zespołów poruszających się w podobnej stylistyce. Shadowgarden pływają w tym samym akwarium, co większość fińskich „melancholików”, a więc do czynienia mamy z klimatami w wersji mocno okrojonej (w zasadzie wręcz należałoby „klimaty” wziąć tutaj w cudzysłów), przyciętej do postaci dziesięciu fajnych, melodyjnych kawałków, nie za lekkich, co by mroczna młodzież poczuła, że obcuje z muzyką metalową, ale też nie za ciężkich, aby było to należycie łatwo wchłanialne przez nieprzywykłe do łomotu uszy. Dodać jednak należy, że ludzie odpowiedzialni za „Ashen” sroce spod ogona nie wypadli, i na co dzień wygrywają żałobne klimaty w gotycko-doomowym Draconian, więc nie można o nich powiedzieć, że nie są w stanie wykreować odpowiedniej atmosfery, jeśliby tego chcieli. Tylko, że tutaj chodzi o oddech, granie bez większej napinki, odpoczynek od doomowych rejonów. Nie mamy tutaj wiele smęcenia, w zasadzie jedynie zamykający album „Slowmotion Apocalypse” można nazwać balladą (chociaż pojawia się tu obok śpiewu growl), niestety jest to zdecydowanie najmniej przekonujący moment krążka, mocno przynudza i zmusza do retorycznego zapytania: a nie można było tej apokalipsy zaprezentować nie w zwolnionym tempie? O wiele lepiej smakują tutaj żwawe, konkretne utwory, jak „Shadowplay” z niezłym refrenem i doomowym motywem po drugiej zwrotce, „Last Summer” czy „Empty Days” gdzie wokalista bardziej niż w innych numerach przypomina swojego krajana, Daniela Brennare z Lake of Tears. Warta wyłapania jest też piosenka „With Love And A Bullet”, gdzie mikrofon oddano koleżance z Draconian, Lisie Johansson, a która brzmi trochę jak HIM z żeńskim wokalem. Fajnie wypadają też nieco wolniejsze „Sorrow’s Kitchen”, prowadzone przez klawisz wespół z delikatną kobiecą wokalizą „Murky Waters” czy dynamiczne „The Withering Of Mine”. Zresztą, w zasadzie wszystkie kawałki tutaj chwytają jednakowo i warte są przesłuchania, nie ma słodzenia czy tandetnej odmiany uczuciowości (chociaż teksty oczywiście niewesołe, i raczej mocno typowe), całość jest w miarę wyrównana.

Dobry debiut, zestaw solidnych numerów bez zadęcia. Będę śledzić dalsze losy tej grupy, bo wydaje się, że warto. No i na koniec mały plusik (bez wpływu na ocenę) za fajną okładkę.

Ocena: 7 / 10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s