Triptykon „Eparistera Daimones” (2010)

21 września 2010

Triptykon
Eparistera Daimones
(2010)
Triptykon - Eparistera Daimones1. Goetia
2. Abyss Within My Soul
3. In Shrouds Decayed
4. Shrine
5. A Thousand Lies
6. Descendant
7. Myopic Empire
8. My Pain
9. The Prolonging

Niezbyt długo przyszło się nam cieszyć z powrotu legendy ciężkiego grania, dowodzonego przez Thomasa Gabriela Fischera szwajcarskiego Celtic Frost. Mimo świetnego przyjęcia ich nowego albumu („Monotheist”, 2006) w niedługim czasie atmosfera w zespole zepsuła się na tyle, że jego założyciel zrezygnował z dalszego męczenia się z kolegami i w około dwa miesiące po ogłoszeniu swojego odejścia powołał do życia nowy projekt – Triptykon, jaki to miał kontynuować w jak największym stopniu kierunek obrany na ostatnim krążku Celtic Frost. Po skompletowaniu składu i repertuaru na nowy album, Fischer zamknął się w studio, by stworzyć coś, co określił jako materiał bardziej eksperymentalny, niż „Monotheist”.

Na eksperymenty jednak nie ma co liczyć, z zimnej monolitycznej całości wyłamują się „My Pain”, z kobiecym wokalem i delikatnym podkładem sugerującym trop trip-hopowy czy gotycki oraz „Myopic Empire” ze względu na niestety krótką, ale za to kapitalną partię fortepianu. Reszta materiału zawartego na debiucie Triptykon dumnie podąża ścieżką zapoczątkowaną na „Monotheist”, a więc mamy tutaj porażający swoją atmosferą i dźwiękową potęgą mariaż doom metalu i sąsiadujących z nim klimatycznych podgatunków metalu (trudno wskazywać pojedyncze tropy, ale mamy tu coś z gotyku, blacku czy nawet thrashu), okraszone tu i ówdzie drone’owymi naleciałościami, a wszystko to namalowane charakterystycznym, rzężącym brzmieniem gitar, solidną pracą sekcji rytmicznej oraz potężnym, zróżnicowanym wokalem Toma – gdybym miał stawiać noty cząstkowe za styl, musiałbym wpisać mocną dziesiątkę (brawa należą się też za produkcję, powiedzieć, że „Eparistera Daimones” brzmi dobrze, to eufemizm). Fischer ani przez chwilę nie zamierza dać trochę luzu słuchaczowi, i począwszy od jedenastominutowej, powoli rozpędzającej się „Goetii” z niemal blackowo wyskrzeczanym refrenem i długimi gitarowymi pasażami ściąga nas w głąb tego lodowatego, czarnego piekła, zaprasza na spotkanie z własnymi demonami, z własną niewiarą we wszystko – w Boga, w ludzi, w dobre uczucia. Bo o ile „Monotheist” przypominał jakiś bluźnierczy, mroczny rytuał, o tyle „Eparistera Daimones” wydaje się być dźwiękowym odbiciem umysłu zgorzkniałego człowieka pozbawionego jakiejkolwiek nadziei. Uczucie jest to wręcz namacalne, by wspomnieć o rewelacyjnym „In Shrouds Decayed”, który rozpoczyna się łagodnie, ze zrozpaczonym, boleściwym wokalem Warriora (skojarzenia z „Into The Pandemonium” Celtic Frost wydają się na miejscu), a które przechodzi w potężny, doomowy wygrzew. Od Celtic Frost zresztą jego założyciel na tej płycie wcale nie ucieka. „A Thousand Lies” to szybki, wchodzący wręcz w thrash niezwykle agresywny kawałek (ten świdrujący riff, ten refren!), którego rodowód mógłby sięgać „Morbid Tales”, podobnie jest zresztą z dostojnym, powolnym „Descendant”, którego jednak wieńczy szaleńcza perkusyjno-gitarowa galopada. Jakby tego było mało, całość materiału zamyka prawie dwudziestominutowy (!) kolos „The Prolonging”, i choć przegrywa w pojedynku z „Synagogą Satanae” z „Monotheist”, nadal stanowi bardzo mocny, choć jednak nieco zbyt długi utwór.

Wspominałem wcześniej o monolityczności „Eparistera Daimones”. Istotnie, te ponad 70 minut muzyki stanowi jeden potężny dźwiękowy monolit, przemyślaną całość, która z każdym kolejnym przesłuchaniem wciąga słuchacza coraz głębiej wewnątrz siebie, jaka otula swymi zmrożonymi ścianami i broni dostępu do wyjścia. To porcja muzyki, która rzuca wyzwanie, która wymaga uwagi i cierpliwości. Jest jak przedstawione na okładce Gigerowskie pandemonium, którego detale spostrzec można dopiero po chwili uważnego wpatrywania się. Absolutnie rewelacyjna płyta, absolutnie godna, by się w niej zatopić bez słowa skargi.

Ocena: 9 / 10

Ciekawostki:

  • Nazwa Triptykon nawiązuje oczywiście do słowa ‚tryptyk’. Chodzi o to, że jest to trzecia i ostatnia grupa Toma G. Warriora grająca ekstremalny, okultystyczny metal.
  • „Eparistera Daimones” oznacza z greckiego „do mojej lewicy, demony”.
  • Do okładki wykorzystano pracę uznanego szwajcarskiego artysty, H.G. Gigera, zatytułowaną „Vlad Tepes”. Giger jest przyjacielem Fischera, który uważa go za swojego mentora i tego, który jako jeden z nielicznych wierzył w Celtic Frost jeszcze w latach 80.
  • Portrety muzyków Triptykon, jakie znalazły się w książeczce, namalował Vincent Castiglia. Nie było w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że zrobił to… ludzką krwią.
Reklamy

komentarze 2 to “Triptykon „Eparistera Daimones” (2010)”

  1. 18ths said

    Dobra płyta. Trudno uniknąć porównań do Monotheist, także powiem, że jej nie dorównuje, aczkolwiek to wciąż jest bardzo, bardzo solidna pozycja.

    • Pozostaje mi się zgodzić, „Monotheist” jest jednak nieco lepszy i może odważniejszy od „Eparistera Daimones”, ale najważniejsze i tak pozostaje, że Fischer jest w tak dobrej formie i ciągle ma coś do powiedzenia w muzyce, czego rezultatem są tak udane, już z miejsca klasyczne płyty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s