Lacrimas Profundere „The Grandiose Nowhere” (2010)

13 września 2010

Lacrimas Profundere
The Grandiose Nowhere
(2010)
1. Be Mine In Tears
2. The Letter
3. Lips
4. I Don’t Care
5. Her Occasion of Sin
6. A Plea
7. Not for Love
8. The Fear of Being Alone
9. My Little Fear
10. Side
11. Dead Heart Serenade
12. No Matter Where You Shoot Me Down
13. All Is Suffering*
14. Of Words and Rain*
* w wersji digipak

Nigdy wielkim admiratorem Lacrimas Profundere nie byłem i już pewnie raczej nie zostanę, aczkolwiek przez pewien czas ich krążki kręciły się w moim odtwarzaczu, a niektóre z dokonań Niemców słuchało się całkiem przyjemnie – jak chociażby poprzedni album, „Songs For The Last View”, który to okazał się – pomimo pewnych wad – zaskakująco udanym dziełkiem. Nie dziwota więc, że z taką pewną dozą ciekawości sięgnąłem po „The Grandiose Nowhere”.

Nie to, żebym oczekiwał cudu czy rewolucji, absolutnie nie. Spodziewałem się po prostu otrzymać garść solidnych, chwytliwych melodyjek w mocno lajtowym goth-rockowym sosie, których dałoby się – w odpowiednich dawkach – posłuchać bez notorycznego zgrzytania zębami. Drugi długograj nagrany z wokalistą Robem Vitaccą niestety nie broni się absolutnie niczym. Próżno szukać jakichś wyszukanych motywów czy zwyczajnie fajnych, przebojowych momentów. Od kompozycji wieje nudą i sztampą, najlepiej chyba prezentują się dynamiczne „Lips” i „The Letter”, aczkolwiek ten drugi zbyt mocno kojarzy się z „A Pearl” z poprzedniej płyty (a dodać również należy, że oba stały się pierwszymi singlami ze swoich krążków…). Elementy, które mogły drażnić, a jakie niwelowane były poprzednio przez ciekawszą całość, tutaj stają się jeszcze bardziej nieznośne – pan wokalista sprawuje się bardzo miernie, a jego maniera w niektórych utworach jest po prostu nie do zniesienia, w warstwie instrumentalnej również nie dzieje się nic wartego uwagi – ani partie gitarowe. ani klawisze nie są w stanie wykrzesać ze mnie choć cienia entuzjazmu, nie ma tutaj nic, czego wcześniej byśmy nie słyszeli. Jakby tego było mało, producent John Fryer, którego Lacrimas ponownie poprosili o realizację nagrań, też chyba nie zapałał entuzjazmem do tego zestawu nagrań, bo brzmienie, które nigdy nie było może powalające, ale jednak na solidnym poziomie, na „The Grandiose Nowhere” nie zachwyca i wydaje się najgorsze od lat.

Wymowne jest to, gdy lider zespołu, gitarzysta Oliver Nikolas Schmid w jednym z wywiadów mówi, że ta płyta jest „całkiem ok”, po czym jakby przypomina sobie, że przecież powinien chwalić swoje najnowsze dziecko i zaczyna zachwycać się, że jest ono świetne i czuje się z niego dumny, jednak brzmi to bardzo wymuszenie i sztucznie. Zaiste, „The Grandiose Nowhere” nie ma sensu bronić, póki co to najsłabsze, co firmuje swoją nazwą Lacrimas Profundere. Panowie zgodnie z tytułem dojechali do wielkiego nigdzie.

Ocena: 4 / 10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s