Lake of Tears „Forever Autumn” (1999)

17 lutego 2010

Lake of Tears
Forever Autumn
(1999)
1. So Fell Autumn Rain
2. Hold On Tight
3. Forever Autumn
4. Pagan Wish
5. Otherwheres
6. The Homecoming
7. Come Night I Reign
8. Demon You / Lily Anne
9. To Blossom Blue

Po czadowym „A Crimson Cosmos” nastał czas na odrobinę zadumy i melancholii. Kolejne dzieło szwedzkiego Lake of Tears, zatytułowane „Forever Autumn”, jak sama nazwa już może sugerować, jest znacznie bardziej stonowane, introspektywne.

Muzyka zyskała znacznie więcej przestrzenności, pojawiło się sporo akustycznych, delikatnych brzmień, choć ekipa Jeziora Łez nadal pamięta też, jak używać przesteru. W odpowiedni klimat wprowadza nas krótka introdukcja na wiolonczeli, która przechodzi w najbardziej chwytliwy w zestawie, dynamiczny „So Fell Autumn Rain”, który może kojarzyć się z twórczością fińskich zespołów kręgów gotyckich i okołogotyckich. Później robi się jednak bardziej marzycielsko i spokojnie. Większość kompozycji po prostu sobie płynie, czarując niezłymi melodiami i całkiem rozbudowanymi partiami klawiszy, by wspomnieć o mocno melancholijnym „Hold On Tight”, pogrążonym w nieco sennej atmosferze tytułowym „Forever Autumn”, czy też równie uroczym „The Homecoming” (z partią fletu), do którego przechodzi się z instrumentalnego, działającego na wyobraźnię „Otherwheres”. Lake of Tears na poprzednim krążku pokazali jednak, że energii wykonawczej im nie brakuje, i na „Forever Autumn” również żywszych kawałków nie poskąpiono. Obok wspomnianego „So Fell Autumn Rain” świetnie wypada „Pagan Wish”, swoją mocą ładnie kontrastujący z utworami znajdującymi się w jego bezpośrednim sąsiedztwie. „Come Night I Reign” za to oparto na spokojniejszych zwrotkach, przeplecionych mocniejszymi, gitarowymi wejściami, chociaż całość znacznie łagodzą klawisze. Jeszcze bardziej udany jest utrzymany w średnim tempie, zaraźliwy „Demon You / Lily Anne” z niezłą interpretacją Daniela Brennare’a, który zresztą poczyna sobie na albumie całkiem dobrze i prezentuje dość charakterystyczny, zapamiętywalny sposób śpiewania. Krążek kończy aż ośmiominutowa ballada kojarząca się dość mocno z latami 70.  (czyżby spotęgować to wrażenie miał efekt płyty gramofonowej na końcu?) – „To Blossom Blue”, bardzo stonowana kompozycja ze świetnie zaaranżowanymi klawiszami i z udaną, ciekawie rozwijającą się solówką. Numer kończy wiolonczela, co ładnie spina klamrą cały album.

Muzycy Lake of Tears nie darzą „Forever Autumn” aż takim uczuciem, jak spora część sympatyków i fanów zespołu. Nie dajcie się jednak zwieść zdaniu tych muzykalnych Szwedów – opisywany krążek w niczym nie ustępuje „A Crimson Cosmos”, choć do jego stworzenia użyto innych, niż poprzednio barw z muzycznej palety emocji. Muzyka nie tylko na jesień, z pewnością zaś na długie wieczory. Klimatyczne granie, tylko ostrzegam – można przy tym odpłynąć.

Ocena: 8 / 10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s