HIM „Deep Shadows And Brilliant Highlights” (2001)

3 lutego 2010

HIM
Deep Shadows And Brilliant Highlights
(2001)
1. Salt In Our Wounds
2. Heartache Every Moment
3. Lose You Tonight
4. In Joy And Sorrow
5. Pretending
6. Close To The Flame
7. You Are The One *
8. Please Don’t Let It Go
9. Beautiful
10. In Love And Lonely *
11. Don’t Close Your Heart
12. Love You Like I Do
* w wersji limitowanej

Nastawiony na podbój list przebojów „Razorblade Romance” wypełnił swoje zadanie z nawiązką. W kilka miesięcy z mało znanego fińskiego zespołu HIM wskoczyli do grona najpopularniejszych rockowych wykonawców na Starym Kontynencie. Nie trzeba było długo czekać na ich kolejne długogrające dziełko, krążek o tytule „Deep Shadows and Brilliant Highlights” trafił do sklepów w marcu 2001 roku, od razu lądując w czołówce zestawień najchętniej kupowanych płyt. Niestety, tym razem szum wokół zespołu był całkowicie nieuzasadniony, bowiem Finowie zaliczyli drastyczną obniżkę formy.

O ile pojęcie love metalu zawsze trzeba było brać nieco umownie, o tyle tym razem zostało z niego już tylko love. Na „Deep Shadows…” dominują proste, miejscami wręcz akustyczne brzmienia, jeszcze bardziej wygładzone i jeszcze bardziej popowe, niż poprzednio. Niestety, razem z ciężarem uleciała też duża część magii tego zespołu. Melodie, będące przecież podstawą sukcesu HIM, nie są tak przekonujące, jak poprzednio. Oczywiście możemy tutaj znaleźć hitowe (i zdecydowanie najlepsze w zestawie) „Pretending”, z refrenem kojarzącym się trochę z muzyką popową lat 70., świetną balladę „In Joy And Sorrow” oraz oparte na prostej klawiszowej zagrywce „Heartache Every Moment”, ale to chyba trochę za mało, jak na możliwości piątki Finów. „Salt In Our Wounds” oraz „Please Don’t Let It Go”, choć całkiem chwytliwe – i jednocześnie podobne do siebie – pozbawione są czegoś bardziej wyróżniającego się, grane są tak, jakby muzykom brakowało… ikry. „Lose You Tonight”, chyba najmocniejsza brzmieniem kompozycja na albumie, jest niemożliwie wręcz wymęczona, a niezbyt ciekawy refren sprawia, że nie ma się ochoty do niej wracać. Jeszcze większym problemem jest niewiarygodna wręcz dawka lukru, co o ile jeszcze można znieść w skromnej aranżacyjnie „Close To The Flame”, o tyle w „Beautiful” i „Don’t Close Your Heart” stężenie słodyczy przekracza wszelkie rozsądne, dopuszczalne granice. Zresztą, „Don’t Close Your Heart” jest przy okazji jedną z największych HIM-owych wpadek w sensie muzycznym. Nie inaczej należy określić też znajdującą się w wersji limitowanej „In Love And Lonely”, mimo iż nieco ponad 3,5 minutową, to nudną i nieinteresującą kompozycję. Nieco lepiej prezentuje się już „You Are The One”, chociaż i tutaj trzeba przygotować się na przesadne atakowanie słuchacza cukierkową atmosferą. Niejako na odtrucie, na koniec chłopaki zaserwowali coś bardziej strawnego w postaci „Love You Like I Do” – znośna dawka specyficznego, HIM-owego melodramatyzmu, niski, chropowaty głos Valo i kościelne organy oraz odgłosy deszczu sprawiają, że jest to jedna z najciekawszych piosenek na „Deep Shadows…”. Szkoda, że w podobnym stylu nie nagrano tego krążka w całości.

HIM już w czasie wydania płyty nie byli z niej zadowoleni, a o każdą rzecz musieli walczyć ze stadkiem producentów i wytwórnią, którzy mieli zupełnie inny pomysł na „Deep Shadows and Brilliant Highlights” – począwszy od brzmienia, na okładce kończąc. Niechęć do takiego stanu rzeczy słychać chociażby w śpiewie pana Valo, który w większości utworów brzmi tak, jakby chciał jak najszybciej wyjść ze studia. Mimo wielu słabych punktów można jednak „Deep Shadows…” wrzucić do odtwarzacza w ramach wypełnienia ciszy bez większego kręcenia nosem, chociaż wydaje mi się, że dla nieco bardziej wyrobionych słuchaczy większość utworów tutaj zawarta może okazać się niezbyt satysfakcjonująca. No i istnieje ryzyko nabawienia się lukrowstrętu.

Ocena: 5 / 10

Ciekawostki:

  • Tytuł płyty to termin fotograficzny określający zdjęcia przedwojennych gwiazd. Taką stylizacją zresztą się posłużono na okładce.
  • Zespół chciał, by okładka wyglądała zupełnie inaczej, ale wytwórnia płytowa wymusiła jej zmianę. Pierwotną wersję zobaczyć można tutaj.
  • Roboczy tytuł krążka brzmiał „Ozzymandias Dargunum”, a sam album miał zawierać 14 piosenek.
  • Interesujące (i najczęściej lepsze) wersje kawałków z „Deep Shadows…” można znaleźć m.in. na singlach z tamtego okresu. Warto poszukać.
  • Jedynie dzięki uporowi Valo „Beautiful” weszło na album – wytwórnia nie chciała widzieć na płycie tego utworu. Podobno miał on dla Ville osobisty wymiar.
  • W listopadzie 2001 r. sprzedaż krążka przekroczyła 400 tys. egzemplarzy.
  • Po pewnym czasie ukazała się wersja „Christmas Edition” z inną okładką i paroma bonusami, m.in. utworem „Again”, który nie znalazł się na podstawowej wersji albumu.
Reklamy

komentarze 3 to “HIM „Deep Shadows And Brilliant Highlights” (2001)”

  1. LimaK said

    Cóż można dodać…chyba nic. Wpadka, którą ratuje utwór „In Joy and Sorrow” – zdecydowanie najlepszy utwór na albumie.

  2. Scream said

    Ten album wprowadza mnie w smutny nastrój, jest też 2 najgorszym krążkiem zespołu, są tam tylko 3 piosenki: dobre Close to the Flame, Pretending i In Joy and Sorrow, choć ta ostatnia już mnie nudzi, moja ocena to 6/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s