HIM „Razorblade Romance” (1999) + SE (2000)

21 grudnia 2009

HIM
Razorblade Romance
(1999)
1. I Love You (Prelude To Tragedy)
2. Poison Girl
3. Join Me In Death
4. Right Here In My Arms
5. Gone With The Sin
6. Razorblade Kiss
7. Bury Me Deep Inside Your Heart
8. Heaven Tonight
9. Death Is In Love With Us
10. Resurrection
11. One Last Time
12. Sigillum Diaboli *
13. The 9th Circle (OLT) *
* w wersji limitowanej

Trochę ponad dwa lata po ciepło przyjętym debiucie Finowie z HIM objawili światu nowy krążek. Z pewnością największym rozczarowaniem był dla tych, którzy oczekiwali podobnego, jak na „Greatest Lovesongs vol. 666” ciężaru i wyrazistej gotyckiej atmosfery. Niestety, nie ten adres.

Valo z kolegami postanowili postawić na większą przebojowość i faktycznie to im się udało. Myślę, że nie będzie cienia przesady w stwierdzeniu, że każdy z utworów zawartych na „Razorblade Romance” jest potencjalnym radiowym przebojem i spokojnie każdy z nich mógłby byś okraszony teledyskiem. Znacznie większa przystępność – choć pamiętajmy, że przecież „Greatest Lovesongs” nie był krążkiem trudnym w odbiorze – pociągnęła za sobą zmiany w stylu i aranżacji. Przede wszystkim, płyta jest znacznie bardziej gitarowa od poprzedniczki, klawiszowe zredukowano w zasadzie jedynie do roli mało wybijającego się tła. Metalowy ciężar pozostał jedynie w kilku kompozycjach – tych, które powstawały w okolicach trasy promującej debiutancki album. Tak więc miłośnicy mocniejszego – choć bez przesady – grania mogą przystanąć przy „Razorblade Kiss”, w refrenie którego – jak wielu przede mną zdążyło już zauważyć – głos Villego przetworzono tak, by zabrzmiał jak wokal… Ozzy’ego Osbourne’a. Żwawo i dość potężnie brzmi też otwierający krążek „I Love You (Prelude To Tragedy)”, który na swój sposób kojarzy mi się z melodyką proponowaną przez Sisters of Mercy. Niejako spadkobiercą cięższych ballad w rodzaju „When Love And Death Embrace” jest „Bury Me Deep Inside Your Heart” z wyrazistą partią klawiszy i dość przejmującym śpiewem Villego Valo. Bardziej rockową jazdę zaproponowano w dynamicznych „Death Is In Love With Us” czy „Right Here In My Arms” (w którym jednak znalazła się totalnie nieudana solówka gitarowa). Przebojowo jest też w „Poison Girl” czy w „Resurrection” z charakterystycznymi, falsetowymi chórkami Valo w refrenie. Ciekawy, nieco gotycki nastrój zdołano wykreować w „Gone With The Sin”, gdzie frontman śpiewa swoim charakterystycznym barytonem. Najmocniejszym punktem płyty jest jednak z pewnością „Join Me In Death”, bez wątpienia jedna z najpiękniejszych ballad rockowych lat 90. Przez utwór przewija się zapadająca w pamięć partia klawiszy, zaś Ville wykonuje całość z niezłym dramatyzmem i pewną właściwą mu ospałością, co potęguje pozytywny efekt. Zdecydowanie najjaśniejszy moment „Razorblade Romance”. Przy reszcie utworów nie robią już takiego wrażenia mocno popowe „Heaven Tonight” i „One Last Time”, które stylistycznie bardziej chyba pasowałyby do następnego albumu, „Deep Shadows And Brilliant Highlights”. W wersji limitowanej dorzucono dwie ciekawostki: „Sigillum Diaboli”, czyli mniej niepokojąca, dłuższa interpretacja „Stigmata Diaboli” z EP-ki „666 Ways To Love”, oraz „9th Circle (OLT)”, mocniejsza, przyspieszona wersja „One Last Time”.

„Żyletkowy Romans” nie jest może krążkiem, za który warto byłoby oddać życie, niemniej przyniósł ze sobą sporo himowych evergreenów i przysporzył zespołowi rzeszę fanów i całe legiony fanek. Choć zwrot w stronę przystępniejszego, „radiowego” grania jest bardziej niż wyraźny, gdzieś między wierszami przewija się jeszcze mrok z „Greatest Lovesongs vol. 666”, na plus warto też zapisać fakt, że Valo śpiewa wyraźnie lepiej, niż na debiucie – dziesiątki koncertów zrobiły swoje, przez co wokalista zyskał słyszalnego doświadczenia. Można się spierać, czy taka muzyczna i wizerunkowa metamorfoza przysłużyła się HIM, czy nie, nie sposób jednak odmówić „Razorblade Romance” choć niewielkiej dawki uroku.

Ocena: 8 / 10

Razorblade Romance (Limited Edition – 2 CD)
(2000)
CD1:
1. Your Sweet 666
2. Poison Girl
3. Join Me In Death
4. Right Here In My Arms
5. Bury Me Deep Inside Your Heart
6. Wicked Game (Chris Isaak cover)
7. I Love You (Prelude To Tragedy)
8. Gone With The Sin
9. Razorblade Kiss
10. Resurrection
11. Death Is In Love With Us
12. Heaven Tonight
CD2 (Live):
1. Right Here In My Arms
2. Your Sweet 666
3. Poison Girl
4. Death Is In Love With Us
5. Wicked Game (Chris Isaak cover)
6. Join Me

„Razorblade Romance” nie ukazał się od razu we wszystkich krajach Europy – np. w Wielkiej Brytanii pojawił się dopiero w maju 2000 r., ze zmienioną listą utworów. Na bazie tej wersji powstała jeszcze później nowa, dwupłytowa edycja limitowana (dostępna bez problemu w Polsce), na którą rzucę teraz okiem (i uchem).

Jeśli chodzi o materiał podstawowy, pozmieniano kolejność kawałków i wyrzucono zupełnie „One Last Time”, na jego miejsce wstawiając nowe wersje numerów znanych z „Greatest Lovesongs vol. 666”, mianowicie „Your Sweet 666” i „Wicked Game”. Na pewno lepiej je zaśpiewano, natomiast kwestią gustu jest, czy wszystkim podejdzie bardziej wypolerowana, łagodniejsza ich postać, bowiem zrezygnowano z brudnych gitar i gotyckich klawiszy na rzecz bardziej rockowego feelingu, przez co wpasowują się w „Razorblade Romance” jako jego najzupełniej integralna część, nie odstająca na milimetr od utworów skomponowanych specjalnie na drugi longplay HIM.

Na drugim krążku zamieszczono zaś fragment występu grupy na Werchter Festival. Ten stosunkowo krótki pokaz koncertowych możliwości HIM udowadnia, iż umiejętności panów nie są li tylko wyczynem sprawnego producenta i pokręteł na konsolecie w studio, a że Finowie i na żywo sprawują się całkiem nieźle, choć umówmy się – Linde, mimo chęci, Zakkiem Wylde’m jednak nie jest. Przyzwoity, energetyczny występ z dwoma krótkimi jamami (na koniec „Wicked Game” i „Join Me In Death”)  może się podobać i stanowi miłe dopełnienie „Razorblade Romance”.

Ciekawostki:

  • Pierwotnie krążek miał zostać nazwany „Slippery When Dead”, w nawiązaniu do albumu Bon Jovi „Slippery When Wet” z 1986 r.
  • Podczas sesji nagrano też nową wersję „It’s All Tears”, ale ostatecznie trafiła ona na edycję limitowaną kompilacji największych przebojów HIM, „And Love Said No” z 2004 r.
  • „Join Me In Death” wywołała falę kontrowersji ze względu na tekst, jakoby nawołujący do popełnienia samobójstwa. Z tego też powodu w radio i telewizji najczęściej tytuł skracano do „Join Me”. Valo wielokrotnie tłumaczył, że to jedynie historia Romeo i Julii.
  • Singiel „Join Me In Death” sprzedał się w liczbie 500.000 egzemplarzy, co uczyniło go najlepiej sprzedającym się singlem w historii fińskiej fonografii.
  • Pierwszy teledysk do „Join Me In Death” („wersja laserowa”) zawierał fragmenty filmu „The 13th Floor”, co miało wspomóc promocję zarówno filmu, jak i zespołu. Członkom HIM jednak sam film się nie podobał, Valo powiedział, że to „nie był obraz, do jakiego HIM mógłby oddać swoją muzykę”, i że zrobili to głównie ze względów promocyjnych.
  • Album ukazał się pierwotnie w USA w małym nakładzie pod szyldem HER (jak żartował Ville – His Evil Royalty) dlatego, że istniał tam już zespół o nazwie HiM. W 2003 r. fiński HIM rozwiązał tę kwestię wykupując prawa do używania swej nazwy w USA. „Razorblade Romance”, mimo iż kilka lat po premierze i przy nikłej promocji, zdołał sprzedać się w Ameryce w liczbie 100.000 sztuk. Zadziałał głównie marketing szeptany. Ogólnie sprzedaż krążka przekroczyła grubo ponad pół miliona.
  • Charakterystyczna, różowa okładka miała być, jak twierdzi Valo, „środkowym palcem skierowanym w stronę tych, którzy spodziewali się czegoś w gotyckim stylu”. Miał to być swoisty żart, jednak później Ville przyznał, że taka okładka to był błąd – bo ze względu na nią wiele osób zlekceważyło płytę – i nie zdecydowałby się już na taką.
  • Do „Razorblade Romance” powstała rekordowa liczba teledysków, jeśli chodzi o HIM – sześć („Join Me” – wersja laserowa w trzech odmianach; „Right Here In My Arms”; „Poison Girl”; „Gone With The Sin” w trzech odmianach; „Join Me” – wersja lodowa; „Wicked Game” w wersji nie- oraz ocenzurowanej).
  • Ze względu na liczbę koncertów do „Poison Girl” nie zdołano nakręcić „pełnoprawnego” klipu, więc zmontowano fragmenty występu z Berlina.
  • „Death Is In Love With Us” nosiło roboczy tytuł „666 Revisited”, zaś „Razorblade Kiss” początkowo nazwany był… „Razorblade Romance”. Razem z „Join Me In Death” i „I Love You” utwory te były grane na koncertach już w 1998 r. (chociaż w wersjach odmiennych od ostatecznych).
  • Podczas sesji nagraniowej powstał jeszcze jeden utwór, zatytułowany „Too Happy To Be Alive”, który jednak ostatecznie nie został wykorzystany na albumie. Jego wersja demo wyciekła do sieci w 2004 r. Zastosowano tam automat perkusyjny, zaś całość brzmi, jakby powstała w latach 80., co nie jest wadą oczywiście. Ciekawy stylistycznie utwór, warto poszukać.
Reklamy

Komentarzy 11 to “HIM „Razorblade Romance” (1999) + SE (2000)”

  1. LimaK said

    Album mimo swojego popowego brzmienia na pewno plasuje się w górnej części twórczości kapeli.
    Mimo wszystko wydaje mi się, że nota została dość mocno zawyżona.
    Moja ocena: 6,5/10 (kieruję się swoim gustem muzycznym nie zważając na hiciory jakie tej płycie towarzyszą).

  2. Scream said

    Beznadziejna płyta są to tylko 2 dobre piosenki: Poison Girl i Heaven Tonight; zbyt popowy i jeszcze to beznadziejne Join Me, moja ocena to 3/10

  3. Hydro said

    No ludzie proszę was. Sigillum jest popowy? Płyta zdecydowanie bardziej utrzymana w gitarowym stylu. Ok, ‚Join Me In Death’, który stał się piętnem tego zespołu (zdecydowanie na minus) jest mega radiowy, ale na Boga, ‚RR’, ‚Death Is In Love With Us’, czy ‚Gone With The Sin’ są klimatyczną esencją tego zespołu. Druga sprawa, że to chyba najlepiej brzmiący album na żywo – Turku 2002, czy Rock Am Ring 2001. Ósemka zdecydowanie się należy i to nie ze względu na przebojowość, a ‚Himowość’ w Himie.

  4. Scream said

    ok może Sigillum Diaboli czy Gone With the Sin nie sa popowe, tak samo Death Is In Love With Us, ale ten ostatni to słaby utwór, w ogóle nie poukładany, a jesli chodzi o album to jest bardzo komercyjny, a to go najbardziej niszczy, ale to jest tylko moje zdanie

  5. mania said

    Nie no, nie wierzę w to co czytam w komentarzach… Ciągle czytam pop, popowe. Tu nie ma nic popowego, popowa to jest Lady Gaga, a nie takie mocne, gitarowe brzmienie. To jest rock’n’roll w najczystszym wydaniu! Przebojowy – jak najbardziej, ale nie popowy!! Nie mylcie pojęć. Daję 10 mimo tej „komercji”, heh chciałabym żeby wszyscy mieli płyty w takim komercyjnym stylu… Świat byłby lepszy, a przynajmniej świat muzyczny ;).

    • Jasne, że to album przede wszystkim rockowy, ale nie udawajmy, że piosenki w rodzaju „One Last Time” czy „Heaven Tonight” to nie jest pop (tudzież pop rock) 🙂 Tyle, że pop wcale nie musi być czymś złym, co zresztą te kawałki potwierdzają.

  6. maleńki heartagram said

    Booooska Płyta !!!!!!!!!!!!! 10/10

  7. i to Too Happy To Be Alive mam nawet ściągnięte z netu i wrzucone na iPoda BOOOSKIEEEEE

    • Fakt, to dobry kawałek. Szkoda, że panowie nie zdecydowali się nagrać jego ostatecznej, studyjnej wersji (o ile tego nie zrobili – kto wie) i jej gdzieś oficjalnie opublikować.

  8. LimaK said

    Patrząc na to jak oceniałem poprzednie albumy muszę zmienić notę bo jest zdecydowanie za niska 😉
    Moja ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s