The Cure „Three Imaginary Boys” (1979)

18 listopada 2009

The Cure
Three Imaginary Boys
(1979)thecure-threeimaginaryboys1. 10.15 Saturday Night
2. Accuracy
3. Grinding Halt
4. Another Day
5. Object
6. Subway Song
7. Foxy Lady (Jimi Hendrix cover)
8. Meathook
9. So What
10. Fire In Cairo
11. It’s Not You
12. Three Imaginary Boys
13. The Weedy Burton

W około trzy lata po rozpoczęciu działalności pod swoją ostateczną nazwą, The Cure dorobili się już pierwszego długogrającego krążka. Osoby wychowane na późniejszych dziełach, jak „Disintegration” czy „Wish”, mogą po pierwszym przesłuchaniu „Three Imaginary Boys” czuć się nieco zaskoczone, bowiem debiut zespołu Roberta Smitha daleki jest jeszcze od później wypracowanego, okrzepłego stylu.

Na „Three Imaginary Boys” dominuje stylistyka post-punkowa – instrumentarium pracuje oszczędnie (przykładowo partie gitar Roberta Smitha są bardzo minimalistyczne), bardzo wyrazista jest za to perkusja. Na próżno szukać tutaj rozbudowanych wielopoziomowych kompozycji, jakie staną się jedną z późniejszych wizytówek zespołu – średni czas trwania piosenek to około trzy minuty, najdłuższe numery mają nieco ponad pół minuty więcej (tytułowy oraz „10.15 Saturday Night”). Liczy się przede wszystkim jak największa prostota, energia wykonawcza oraz niezłe melodie, do pisania których lider zespołu od początku miał dryg – doprawdy trudno oderwać się od dynamicznego „Grinding Halt”, „Object” z pogłosowanym wokalem, całkiem pogodnego „Fire In Cairo” czy melancholijnego „Three Imaginary Boys”. Nieco niepokoju wprowadza „Another Day”, który poniekąd zapowiada, w jakim kierunku zwrócą się The Cure na następnych płytach. Warto zwrócić uwagę na „Subway Song”, nieco kojarzący mi się z bluesem – może to za sprawą harmonijki ustnej. „It’s Not You” to zaś kawałek o ewidentnie punkowej proweniencji. Pewną niespodzianką może być zapewne mocno przyspieszona „Foxy Lady” Jimiego Hendrixa, śpiewana przez Michaela Dempseya (basistę), ale traktować ją należy bardziej jako ciekawostkę, choćby ze względu, że to raczej swobodna gra podczas próby dźwięku, aniżeli poważna próba zmierzenia się z żelaznym klasykiem rocka.

„Three Imaginary Boys” to album lekki, łatwy i przyjemny, daleki jeszcze od nurtu zimnej fali i gotyku, jaka obejmie The Cure w następnych latach. To przyzwoite wydawnictwo, aczkolwiek nie pokazuje jeszcze, jakim muzycznym geniuszem okaże się Robert Smith.

Ocena: 7.5 / 10

Ciekawostki:

  • Rok później, na rynek amerykański został wprowadzony album „Boys Don’t Cry”, czyli „Three Imaginary Boys” ze zmienioną listą utworów – część zniknęła, a na ich miejsce pojawiły się inne, nie opublikowane na debiucie.
  • Robert Smith przyznał, że już w chwili wydania nie przepadał za tym krążkiem. Wolał wtedy nagrać coś bardziej złożonego, a nie tak lekkostrawnego i przystępnego.
  • Smith pierwszy i jedyny raz nie miał wpływu na wybór okładki i inne kwestie związane z płytą. Przykładowo wpływ na dobór piosenek miał producent Chris Parry. Od tej pory lider The Cure kontrolował już wszystkie te sprawy.
  • W 2004 r. pojawiła się dwupłytowa, zremasterowana edycja krążka, zawierająca na drugim CD rozmaite rarytasy, między część utworów z „Boys Don’t Cry”, jakie nie pojawiły się na „Three Imaginary Boys” – zabrakło chociażby „Killing An Arab” ze względu na kontrowersje, jakie zawsze wywoływał.
Reklamy

Komentarze 3 to “The Cure „Three Imaginary Boys” (1979)”

  1. Anonim said

    Dla mnie to najlepsza płyta The Cure jaką słyszałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s