Mercyful Fate „Mercyful Fate” (1982)

9 października 2009

Mercyful Fate
Mercyful Fate EP
(1982)
mercyfulfate-mfep
1. A Corpse Without Soul
2. Nuns Have No Fun
3. Doomed By The Living Dead
4. Devil Eyes

W 1982 r. zaczęła się kariera najsłynniejszego duńskiego zespołu metalowego, który często uznawany jest za jednego z pionierów diabelskich, mrocznych odmian cięższego gatunku rocka. Mercyful Fate już na debiutanckim mini-albumie dali się poznać jako grupa interesująca, oryginalna i… odważna.

Odważna z kilku powodów. W ówczesnych czasach mało który zespół tak blisko krążył wokół wątków satanistycznych i antychrześcijańskich; z bardziej znanych, którzy rozpoczęli w tym okresie działalność płytową, wymienić należy przede wszystkim brytyjski Venom. Jego, tak jak i zresztą Mercyful Fate, zalicza się do grona kapel reprezentujących pierwszą falę black metalu, chociaż nie był to jeszcze black metal w takiej postaci, jakiej znamy go współcześnie. Po drugie, gdy tylko pojawia się Kim Bendix Petersen (alias King Diamond) ze swoim przeszywającym śpiewem, będącym ewenementem w świecie metalowym po dziś, trudno nie przyznać, że decyzja o połączeniu diabolicznego heavy metalu ze śpiewem, w którym sporą rolę odgrywa falset, była co najmniej śmiała. Wykorzystując przeżutą wielokrotnie maksymę „do odważnych świat należy” można powiedzieć, że ryzyko, na jakie poważyli się członkowie Mercyful Fate, opłaciło się. Począwszy od tego krążka nagrali szereg płyt, jakie stanowią dziś żelazną klasykę mrocznego, mocniejszego grania.

Jaka jest zatem sama muzyka Duńczyków? Już tutaj, na debiucie, ustalili kierunek, w jakim będą podążać. Można by ich twórczość przyrównać do rodzącego się NWOBHM, ale agresywniejszego, bardziej połamanego rytmicznie i złożonego kompozycyjnie. Można się też tutaj doszukać elementów speed metalowych. Już „A Corpse Without Soul” zaczyna się ostrą, brawurową jazdą gitary prowadzącej Michaela Dennera, a gdy dołącza się ciągle zmieniający tonację śpiewu King Diamond, trudno pomylić ten zespół z jakimkolwiek innym. Na rozgryzienie utworów potrzeba trochę czasu, zdecydowanie najbardziej wpadającym w ucho jest wręcz przebojowy „Nuns Have No Fun”, gdzie wokalista zrezygnował niemal zupełnie z falsetu, śpiewając głównie w średnim rejestrze, w specyficzny, płaczliwy sposób. Szybko zapamiętuje się „górki” Petersena z „A Corpse Without Soul”, melodyjniejsze wstawki pojawiają się też w dynamicznym „Doomed By The Living Dead”, w którym również uświadczymy żonglerkę głosem Diamonda. Zresztą, Mercyful Fate nie boją się bardziej chwytliwych momentów i z powodzeniem będą stosować je także w przyszłości. „Devil Eyes” jest minimalnie słabsze od trzech pozostałych kompozycji, choć i tutaj znajdziemy kilka fajnych motywów (udana solówka). Zaskakująco dobre jest także brzmienie tej EP-ki, bez porównania lepsze, niż np. wydanych w podobnym okresie dzieł Venom czy Hellhammer.

Mercyful Fate stworzyli godny wielokrotnego przesłuchania debiut. Najlepsze dzieła zespołu jednak miały się dopiero narodzić – przy okazji pełnometrażowych płyt kapela zdołała objawić pełnię swych technicznych i kompozycyjnych możliwości… ale o tym przy okazji ich recenzji.

Ocena: 8.5 / 10

Ciekawostki:

  • Ze względu na okładkę niektórzy fani nazywają ten album „Nuns Have No Fun”.
  • King Diamond był jednym z prekursorów specyficznego, scenicznego makijażu, zwanego corpse paintem.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s