Lao Che „Powstanie Warszawskie” (2005)

30 lipca 2009

Lao Che
Powstanie Warszawskie
(2005)
laoche-powstaniewarszawskie
1. 1939 / Przed burzą
2. Godzina W
3. Barykada
4. Zrzuty
5. Stare Miasto
6. Przebicie do Śródmieścia
7. Czerniaków
8. Hitlerowcy
9. Kanały
10. Koniec

To nie tak, że jeżeli zespół obierze w swoich tekstach tematykę patriotyczno-martyrologiczną, to recenzent ma obowiązek wychwalać krążek pod niebiosa i obowiązkowo wlepić najwyższą notę. Pomysł przekazania za pomocą dźwięków historii powstania warszawskiego mógł wydawać się co najmniej kontrowersyjny, ale efekt – zaręczam – okazał się warty świeczki. Już na wstępie stwierdzę z całą pewnością, że to jeden z najlepszych concept albumów, jakie dotąd usłyszałem. A trochę ich jednak mam za sobą.

Na debiucie („Gusła”) Lao Che dali się poznać jako formacja łamiąca konwencje i ciasnotę stylistyczną konkretnych gatunków muzycznych. Na „Powstaniu Warszawskim” serwują nam jednak już prawdziwą postmodernistyczną mieszankę wybuchową – to krążek, który łączy w sobie cechy concept albumu oraz… słuchowiska radiowego, a przy tym wręcz pęcznieje od rozmaitych cytatów, aluzji i nawiązań. Już na wstępie słyszymy głos samego generała Sikorskiego, zaś w tekście pojawia się cytat z Chłopców z Placu Broni („Wolność, ja kocham i rozumiem / Wolności to ja oddać nie umiem”), później napotkamy na więcej tropów, wiodących m.in. do KSU, Izraela, Siekiery oraz poetów Zbigniewa Jasińskiego i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Rozmaitych nawiązań jest znacznie więcej, ale przyjemność ich odkrywania pozostawię słuchaczowi – bardzo pomocna w tym zakresie jest książeczka dołączona do płyty. Z niej też dowiemy się nieco o przebiegu powstania. Cieszy niezwykle, że tak poważny temat potraktowano bez zadęcia, patosu i usilnej martyrologii. Całość przekazana jest tak, że nie mamy wątpliwości, iż powstańcami nie były pomnikowe figury odlane z brązu, a ludzie z krwi i kości, często bardzo młodzi.

Sama strona tekstowa, choć bardzo ważna, to jednak nie wszystko. Muzycznie również jest bez zarzutu – muzycy Lao Che umiejętnie potrafią sterować emocjami odbiorcy: wspomnieć tu można o „Barykadzie”, gdzie reggae’owy wstęp zmienia się w rozgorączkowane, wręcz punkowe granie, co zresztą świetnie odpowiada warstwie lirycznej. Żonglerka gatunkami wyszła wybornie – nie ma tutaj nic dziwnego w sytuacji, gdy spotykamy niemal ludową przyśpiewkę („Zrzuty”) obok melancholijnego „Starego Miasta” z dramatyczną końcówką („Dostępu do włazu my żądamy!”), nawiązującego do piosenek z okresu okupacji, zabarwione ambientem przejmujące, recytowane  „Czerniaków” w towarzystwie szaleńczych, wręcz tchnących jakimś wojennym obłędem „Hitlerowców” („Tylko świnie siedzą w kinie!”), całą płytę zaś podsumowuje lekko bluesowy „Koniec”. Rzadko kiedy można spotkać się z muzyką, w której – zdawałoby się – z taką łatwością połączono tak skrajne emocje i odmienne style. Wspomniałem na początku o cechach słuchowiska – oprócz przemówień Sikorskiego usłyszymy rozmaite odgłosy wojny, okrzyki i urywane dialogi powstańców – a dodając do tego różnorodne wokale (od zbolałej recytacji po dramatyczny krzyk) dostajemy coś, co nawet największego twardziela poruszy do głębi.

„Powstanie Warszawskie” to album rewelacyjny i w treści, i w formie. Chwyta za serducho i daje do myślenia, a przecież o to właśnie chodzi w dobrej muzyce. Zdecydowanie to jeden z najlepszych rockowych krążków ostatniej dekady w Polsce. Oryginalny, ale nie wymuszony. Wielkie brawa dla Lao Che za odwagę i pomysłowość. I choć mógłbym napisać o płycie znacznie więcej, to zakończę w tym miejscu. Bo o tym albumie nie wypada jedynie mówić, a doświadczyć go. Nie tyle wysłuchać, co właśnie – doświadczyć.

Ocena : 10 / 10

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Lao Che „Powstanie Warszawskie” (2005)”

  1. Borellus said

    Udało mi się w końcu zabrać do skomentowania Twojej recenzji „Powstania Warszawskiego”. Sprawiłeś mi wielką radość umieszczając tutaj ten album i wystawieniem mu maksymalnej oceny 🙂 Ta płyta jest wyjątkowa. Mogę jej słuchać codziennie – po prostu się nie nudzi. Wydaje mi się, że nie jest to łatwy krążek nawet dla kogoś kto interesuje się historią Powstania. Trzeba się porządnie wsłuchać w tą muzykę i każde wypowiedziane zdanie, żeby docenić jak wspaniała jest to produkcja. Wracając do historii smutne jest to, że pokazałem tą płytę wielu osobom i niestety mało kto ją odebrał tak jak powinien. Nie wiem czy ludzi nudzi historia, czy też uczucie patriotyzmu jest dla nich obce. Ja słuchając tego materiału byłem autentycznie wzruszony i dumny. Zawsze wyobrażam sobie jak zachowałbym się w takiej sytuacji w jakiej znaleźli się ci ludzie.
    Mój ulubiony kawałek to „Barykada”, ale nie powinno się wyróżniać żadnego, bo każdy jest ważnym elementem tego genialnego concept albumu. Tak jak napisałeś ta płyta chwyta za serce i daje do myślenia. Skłania do zastanowienia się jaką tragedię przeżyli nasi rodacy i jakie my mamy szczęście, że możemy sobie siedzieć na dupach i spokojnie o tym pisać w naszych bezpiecznych domach. Do tej pory jak słyszę końcówkę „Starego Miasta” ściska mnie w gardle. Z kolei gdy słyszę określenia pod adresem Niemców cieszę się jak dziecko.
    Mogę śmiało stwierdzić, że żadna płyta nie wywołała we mnie takich uczuć jak „Powstanie Warszawskie”.
    Współczuję każdemu kto nie słyszał tej płyty, bądź nie trafia ona do niego…

    ” Gar gówna tym gównoryjom i prztyczek w nos…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s