Behemoth „Ezkaton” (2008)

28 lipca 2009

Behemoth
Ezkaton EP
(2008)
behemoth-ezkaton
1. Chant For Ezkaton 2000 e.v.
2. Qadosh
3. Jama Pekel (Master’s Hammer cover)
4. I’m Not Jesus (The Ramones cover)
5. From The Pagan Vastlands (Live)
6. Decade Ov Therion (Live)
7. Chant For Ezkaton 2000 e.v. (Live)

Behemoth nie zwalnia tempa. Po świetnie przyjętym w kraju i na świecie „The Apostasy” (choć oczywiście głosy krytyki również się podniosły, jak to zawsze bywa) panowie postanowili zdyskontować sukces albumem koncertowym oraz EP-ką z paroma ciekawostkami – i to właśnie nią się teraz zajmę.

„Ezkaton” nazwę swoją wywodzi od nagranego na nowo utworu „Chant For Ezkaton 2000 e.v.”, znanego miłośnikom machania głową z wydanego w 1999 r. krążka „Satanica”, który to odważnie wprowadził dywizję Nergala w zabarwione czernią deathowe rejony. Oczywiście technicznie i brzmieniowo nowa wersja jest bez zarzutu, nadano jej styl, jaki aktualnie proponuje zespół, znacznie mniej wyczuwalna jest black metalowa otoczka, ale osobiście raczej preferuję „Chant For Ezkaton” w wersji oryginalnej. Następny w kolejce jest numer „Qadosh” – wypadł on z programu „The Apostasy” (kto nie wierzy, niech obejrzy film z edycji specjalnej tegoż longplaya – w pewnym momencie muzycy układają listę utworów, i „Qadosh” wśród nich się jeszcze znajduje). To dość wolny walec z obowiązkową obecnością dyskretnych orkiestracji oraz oczywiście szybszych oraz brutalniejszych momentów. Choć kawałek nie jest zły, to jednak dobrze się stało, że nie znalazł się on na „The Apostasy”, bo chyba nie do końca pasowałby do tej płyty, i byłby zresztą jedną ze słabszych kompozycji. Najfajniejszymi punktami programu „Ezkaton” są jednak covery. „Jama Pekel”, w oryginale czeskiego Master’s Hammer, w interpretacji Behemoth zyskała bardziej thrashowy, czy wręcz deathowy charakter, w opozycji do bardziej blackowego, nieco wolniejszego pierwowzoru. Tak czy inaczej kawałek brzmi bardzo oldschoolowo, ale dodaje to mu tylko ‚uroku’, a Nergal ryczący po czesku też stanowi pewnego rodzaju smaczek. „I’m Not Jesus” Ramonesów wyszło równie udanie, a refren jest na tyle chwytliwy, że wręcz można go zanucić. Na koniec dostajemy trzy klasyczne numery w wersji live – szczególnie cieszy „From The Pagan Vastlands”, znany z czasów „Sventevith”, bo w przeciwieństwie do oryginału, tu wszystko dobrze słychać ;). „Decade Ov Therion” i „Chant For Ezkaton 2000 e.v.” to także sprawdzone koncertowe killery, i wypadają tradycyjnie dobrze.

„Ezkaton” mimo swoich niezaprzeczalnych plusów stanowi gratkę raczej jedynie dla fanów Behemoth, i to chyba głównie do nich tę płytę skierowano. Jest przyzwoicie, aczkolwiek to nie wydawnictwo typu ‚must-have’. Kto nie ma potrzeby posiadania wszystkich dzieł Behemotha na półce, niech raczej oszczędzi pieniądze na kolejnego długograja.

Ocena : 6 / 10

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s