Heaven & Hell „The Devil You Know” (2009)

22 lipca 2009

Heaven & Hell
The Devil You Know
(2009)
heavenandhell-thedevilyouknow
1. Atom And Evil
2. Fear
3. Bible Black
4. Double The Pain

5. Rock And Roll Angel

6. The Turn Of The Screw
7. Eating The Cannibals
8. Follow The Tears
9. Neverwhere
10. Breaking Into Heaven

Jeśli ktoś zastanawiał się, czy Heaven & Hell to tak naprawdę Black Sabbath, po przesłuchaniu tej płyty nie powinien mieć już żadnych, najmniejszych nawet wątpliwości – zgodnie z tytułem albumu, wyżej wymieniona formacja to diabeł, jakiego wszyscy dobrze znamy i kochamy.

Skład z klasycznych już krążków „Mob Rules” i „Dehumanizer”, nowoczesna, wzorowa produkcja i brak eksperymentowania – „The Devil You Know” to dokładnie taki album, na jaki czekali fani Black Sabbath. Jest to najcięższa rzecz, jaka wyszła od Tony’ego Iommi i spółki; już otwierający krążek, doomowy walec „Atom & Evil” zapowiada, jak zaprezentuje się całość. Jeśli miałbym porównać płytę do dzieł z przeszłości, powiedziałbym, że łączy ona w sobie najmocniejsze kompozycje „Dehumanizer” z posępnością „Paranoid” lub „Master Of Reality”– taki kolaż „Computer God” z „Into The Void” dobrze obrazowałby, jak wygląda większość kompozycji tutaj zawartych.

To, co może zdziwić, to – oprócz ciężaru – fakt, że niemal całego „The Devil You Know” utrzymano w średnich lub wolnych tempach, i że jest zdecydowanie mroczniejszy niż wszystko, co do tej pory pan Dio nagrał z Black Sabbath. Także riffowanie Iommiego bliższe jest najstarszym dokonaniom spod znaku współpracy z Ozzy’m. Przez takie rozwiązanie całość z heavy metalu znacząco przesuwa się ku doom metalowi. Większość utworów przejeżdża po słuchaczu niczym czołg, by wspomnieć o diabelskim, intrygującym „Fear”, czy też prawdziwie potężnym i mocarnym „Bible Black”, którego zresztą wybrano na singla. Poza doomowymi kolosami mamy w zasadzie tylko jeden dynamiczny kawałek w postaci „Eating the Cannibals” (choć dość żwawo jest też w „Neverwhere”). Szkoda, że nie zdecydowano się na większą liczbę takich heavy metalowych petard, bo wydaje mi się, że ten album ich trochę potrzebuje. „The Devil You Know” nie jest także tak przebojowy, jak poprzednie dzieła Dio z Black Sabbath, i potrzeba dobrych kilku przesłuchań, by wsiąknąć w ten krążek i w pełni cieszyć się jego jakością. Nie jest to zarzut, bo całość trzyma równy, dobry poziom, aczkolwiek szkoda, że nie znalazł się tu jakiś przebój na miarę „TV Crimes” chociażby, bo oczywiście na pomnikowe dzieło w rodzaju „Heaven and Hell” nie liczyłem. Bardziej chwytliwych momentów należy tu szukać w „Rock & Roll Angel” oraz „Double the Pain”. Album posiada jednak pewną wadę, jaką cechował się także „Dehumanizer” – nie ma tu miejsca na chwilę oddechu, po pierwszych paru sesjach można poczuć się przesadnie przytłoczonym ciężarem „The Devil You Know” i najrozsądniej go sobie racjonalnie dawkować.

Sekcja instrumentalna spisuje się bardzo dobrze, a panowie Iommi i Butler wręcz rewelacyjnie, ale trudno żeby było inaczej – wszak mamy tutaj do czynienia z prawdziwymi rockowymi weteranami. Perkusista Vinny Appice zaś po raz kolejny udowadnia, że daleko mu do Billa Warda i śp. Cozy’ego Powella, i swoimi partiami nie przyciąga zbytnio uwagi, aczkolwiek trudno powiedzieć, żeby taki styl gry nie odpowiadał muzyce tego akurat składu. Pochwały należą się Ronniemu Dio – mimo 67 lat (!) na karku, nadal swoją pracą przekonuje, że nie bez powodu nazywany jest posiadaczem jednego z najmocniejszych głosów w historii heavy metalu. Bo choć piętno wieku oczywiście słychać, wokalista wykonał kawał świetnej roboty. Gdzieś w tle pojawiają się też klawisze („Atom & Evil”, „Follow the Tears”), ale na szczęście tylko sporadycznie, schowane są głęboko za masywną ścianą gitar – panowie na szczęście postanowili nie wykorzystywać ich tak ekstensywnie, jak w Black Sabbath za czasów Tony’ego Martina za mikrofonem. I słusznie, bo świetne riffy, wyrazisty bas i wokal wystarczająco dobrze budują klimat płyty.

W sklepach jest też edycja limitowana z dołączonym dodatkowym krążkiem DVD. Znajduje się na nim dwudziestominutowy wywiad ze wszystkimi członkami Heaven & Hell – można się dowiedzieć, jak doszło do ponownego zjednoczenia, jak przebiegały prace nad albumem, wysłuchamy też kilku anegdotek. Miły dodatek, aczkolwiek szkoda, że nie dorzucono czegoś więcej, bo różnica cen pomiędzy tym wydaniem, a wersją podstawową jest zbyt duża, by warto było decydować się na drogą edycję specjalną.

W czasach, gdy spora część młodych muzyków spędza więcej czasu u fryzjera na przycinaniu grzywki, niż na komponowaniu dobrych utworów, oraz gdy brakuje nowych legend, herosów rocka, czy też zwyczajnie muzyków z jajami, świetnie jest posłuchać czegoś klasycznego w treści, a nowoczesnego w formie, wykonywanego przez prawdziwych mistrzów gatunku. „The Devil You Know” udowadnia, że odpowiednio podane tradycyjne patenty wystarczą, by chwycić słuchacza za gardło. Tutaj czuje się pasję grania i radość, że panowie mogli się dogadać i skomponować razem jeszcze coś nowego. Bo nawet jeśli miały na to wpływ jakieś względy finansowe, to jednak pamiętajmy, że płyta nagrana pod szyldem Black Sabbath z Ozzy’m na wokalu (który podobno od dawna deklaruje gotowość na nową płytę swego pierwszego zespołu, ale, co ciekawe, dał swoje błogosławieństwo Heaven & Hell) zapewne sprzedałaby się lepiej, więc nie mógł być to czynnik przeważający. Wydaje mi się, że tutaj chodziło raczej o frajdę ze zrobienia czegoś nowego w starym składzie i o pokazanie młodym, że ci starsi panowie nadal potrafią zdrowo przypieprzyć. Wyrażam cichą nadzieję, że to nie koniec, a czy kolejny album pojawi się pod marką Heaven & Hell, czy też Black Sabbath, ma dla mnie drugorzędne znaczenie. Bo pamiętać trzeba, że nie etykietki się liczą, a muzyka.

Ocena: 8 / 10

Ciekawostki:

  • Pierwszym utworem powstałym na płytę był „Bible Black” i, jak twierdzi Ronnie, to on zdeterminował jej brzmienie.
  • Grafika na okładce jest autorstwa holenderskiego malarza Pera Haagensena, oryginalnie o nazwie „Szatan”. Wyboru takiego obrazu dokonała wytwórnia płytowa.
  • Liczby 25 i 41 obok loga na okładce oznaczają rozdział dwudziesty piąty, werset czterdziesty pierwszy ewangelii św. Mateusza. Ów fragment brzmi: „Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom”. Na pomysł umieszczenia owych liczb wpadł Geezer Butler. On też jest autorem tytułu krążka.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s