Behemoth „The Apostasy” (2007)

20 lipca 2009

Behemoth
The Apostasy
(2007)behemoth-theapostasy1. Rome 64 C.E.
2. Slaying The Prophets Ov Isa
3. Prometherion
4. At The Left Hand Ov God
5. Kriegsphilosophie
6. Be Without Fear
7. Arcana Hereticae
8. Libertheme
9. Inner Sanctum
10. Pazuzu
11. Christgrinding Avenue

Poprzednie dzieło Behemoth, „Demigod”, okazało się sukcesem na sporą skalę. Grupa Nergala znacznie wzmocniła swoją dotychczasową pozycję, zdało się też, że okrzepł styl zespołu. Nadszedł moment na nagranie krążka, który z jednej strony udowodni, że sukces nie był dziełem przypadku, z drugiej zaś nie odbiegnie zanadto od tego, co zaproponowano poprzednio. Zespół mógł sobie pozwolić na taki krok, i faktycznie – „The Apostasy” to kontynuacja „Demigod”, choć znany zbiór elementów został trochę inaczej wymieszany i połączony.

Generalnie rzecz biorąc moja przygoda z tym krążkiem dzieli się na trzy fazy: pierwszą, gdy zaraz po premierze płyta mi się spodobała, aczkolwiek nie szalałem za nią z zachwytu, drugą, gdy zacząłem kręcić nosem, że to nie to, co dwa poprzednie albumy, oraz trzecią, która trwa od dłuższego czasu do dzisiaj i można ją podsumować stwierdzeniem, że „The Apostasy” to godne, bardzo udane rozwinięcie „Demigod” i przy tym jedno z najlepszych dokonań kapeli.

Nadal więc mamy zabójcze tempo, mocarne kompozycje i przebojowość wedle ekstremalnego przepisu. Jak zwykle, utwory oparte są na solidnym perkusyjnym podkładzie Inferno, który już raczej bez żadnych wątpliwości może nazwać się jednym z najlepszych bębniarzy w tym biznesie. Tak jak na „Demigod”, tak i tutaj dominuje death metal, aczkolwiek odważniej wykorzystano orkiestracje: trąby („Arcana Hereticae”, „Christgrinding Avenue”) czy chór („Slaying The Prophets Ov Isa”, „At The Left Hand Ov God”), nie zabrakło też wątków orientalnych (choćby w „Pazuzu”) – wspomniane elementy pełnią jednak rolę dodatku i nie łagodzą drapieżności materiału, nie wpychają też Behemotha do szufladki symfonicznego metalu.

Zresztą trudno mówić o jakichkolwiek szufladkach, gdy osobowości tak różnych światów muzycznych przenikają się w „Inner Sanctum” – obok Nergala i spółki pojawiają się ciekawi goście: klawiszowe plamki robi Leszek Możdżer, uznany na świecie jazzowy pianista, zaś deklamuje Warrel Dane z Nevermore. Taki kolaż tworzy interesującą i bardzo atmosferyczną całość. Na „The Apostasy” nieco więcej chyba, niż na „Demigod” rozmaitych smaczków, na rozgryzanie których trzeba dać sobie trochę więcej czasu, jest więcej orientalnego klimatu. Na pewno nie jest to muzyka wchodząca do głowy za pierwszym razem, ale trudno się temu dziwić, wiedząc jak do tej pory grał Behemoth. Inną sprawą jest jednak fakt, że i tym razem nie zabrakło specyficznych ‚hitów’ w rodzaju „At The Left Hand Ov God”, „Prometherion” czy „Kriegsphilosophie”. Jeśli chodzi o brzmienie, to – choć może zdawać się to niemożliwe – jest jeszcze lepsze niż na „Demigod”, jeszcze soczyściej brzmi perkusja (nagrywana w sposób analogowy, co dało bardziej organiczne brzmienie), całość jest – nomen omen – diabelnie selektywna. Także wokal Nergala nie jest już tak przetworzony, jak na poprzednim krążku.

Warto wspomnieć o ładnie wydanej edycji specjalnej „The Apostasy”. W eleganckim digipacku, który po rozłożeniu daje krzyż (nie muszę chyba dodawać, że odwrócony) znajdziemy obok płyty z albumem drugi krążek – DVD z zapisem 25-minutowego wywiadu z Nergalem opowiadającym o obmyślaniu koncepcji i powstawaniu dzieła, oraz inspiracjach, jakie miały wpływ na jego kształt. W materiał wpleciono też ujęcia z sesji nagraniowej i różnych występów, m.in. z Ozzfest 2007. W opakowaniu znajdziemy również plakacik z motywem z okładki. Kto nie nabył jeszcze „The Apostasy”, to edycja specjalna wydaje się najrozsądniejszym rozwiązaniem, ale kto już ma zwykłą wersję, raczej nie musi nabywać tego digipacka, bo zawartość bonusowa nie jest aż tak bogata, by uzasadniała drugie kupno niemalże tego samego.

„The Apostasy” zrobiło na świecie jeszcze więcej zamieszania niż jego wielki poprzednik – i słusznie. Nergal dokładnie wie czego chce, i w jego muzyce dobrze to słychać. Ten krążek to kolejny dowód na dojrzałość zespołu oraz fakt, że na scenie ekstremalnej Behemoth jest zjawiskiem, z którym trzeba się liczyć.

Ocena: 9 / 10

Ciekawostki:

  • Tytuł intra, „Rome 64 C.E.”, nawiązuje do wielkiego pożaru Rzymu w 64 r. n.e., za który obwiniono chrześcijan. Tłumaczy to zatem treść następnego utworu, „Slaying The Prophets Ov Isa”. Isa to po arabsku Jezus.
  • „Prometherion” to słowo powstałe ze złączenia imienia Prometeusza i pojęcia ‚therion’, czyli z greckiego ‚bestia’.
  • Pazuzu to sumeryjski król demonów wiatru.
  • Krążek doszedł do 149. miejsca notowania Billboardu.
Reklamy

Komentarze 3 to “Behemoth „The Apostasy” (2007)”

  1. rzygkulturalny said

    Ech, a ja, gdy byłem trochę młodszy i głupszy, narzekałem na brzmienie tej płyty, bo odbiegało ono moim zdaniem in minus od tego, co usłyszałem na płycie „In Sorte Diaboli” Dimmu Borgir (odstęp między kupnem obu płyt wynosił bodaj dwa dni). Teraz już tak nie sądzę, a zawartość muzyczna krążka również mi się podoba i oceniłbym go podobnie jak Ty.:)

    Aha, pewnie to wiesz, ale wspomniany przez Ciebie plakat znajduje się również w pierwszym wydaniu płyty (tym bez dvd).:)

  2. Faustus said

    Ale przecież brzmienie ISD jest średniawe 😛 A osobiście uważam, że The Apostasy jest rewelacyjnie wyprodukowane, szczególnie uwielbiam brzmienie bębnów, dokładnie słychać każde uderzenie.

  3. rzygkulturalny said

    Teraz to wiem, że jest średniawe.:) A brzmienie bębnów na „The Apostasy” naprawdę robi wrażenie, podobnie jak i sama gra Inferno.:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s