Wykked Wytch „Angelic Vengeance” (2001)

7 lipca 2009

Wykked Wytch
Angelic Vengeance
(2001)
wykkedwytch-angelicvengeance
1. Angelic Vengeance
2. To Die… Before My Time
3. Fuck Your Lord
4. Venomiss
5. Forgiveness Denied
6. Rising From The Abyss
7. Bastards Are Mine

Stany Zjednoczone, a już tym bardziej słoneczna Floryda, raczej niezbyt kojarzą mi się z black metalem. Okazuje się jednak, że i tam można znaleźć miłośników i twórców czarnej sztuki. Wykked Wytch odróżnia od innych kapel to, że za mikrofonem stanęła kobieta. Szkoda, że więcej różnic jakoś nie udało mi się wychwycić.

Kto spodziewa się, że Ipek (czyli wokalistka) będzie czarować nas delikatnym śpiewem kontrastującym z ciężkimi gitarami i szalejącą perkusją, że zaczaruje nas słowami o niespełnionej miłości i odlatujących na zimę ptakach – jest w błędzie. Ta pani postawiła sobie za cel honoru jak najwierniej naśladować wokal… Daniego z Cradle of Filth z czasów „Dusk And Her Embrace”. I, co ciekawe, robi to naprawdę sprawnie – lepszego kopisty stylu Filtha nie słyszałem. Mamy tu demoniczne piski, skrzek, growling, bulgot, szepty i tym podobne techniki wokalne i okołowokalne. Szkoda tylko, że wokalistka zdecydowanie nadużywa wysokich dźwięków, przez co początkowe pozytywne wrażenie w rodzaju „Jak ona potrafi tak wrzeszczeć” z czasem ustępuje znużeniu, a nawet i zniechęceniu, i tak po około trzeciej kompozycji mamy już tych pisków serdecznie dosyć. Dani jednak lepiej potrafił urozmaicać swoje partie.

Co jednak z samą muzyką? Nie ma wątpliwości – słychać tu już nie tyle inspirację Cradle of Filth, co po prostu jawne kopiowanie ekipy z Suffolk. Można powiedzieć, że „Angelic Vengeance” chciałoby być czymś pomiędzy „Midian” a „Dusk And Her Embrace”, niestety nie dorasta obu klasykom do pięt. Niby w kompozycjach mamy ciągłe zmiany tempa, instrumentaliści robią co mogą, by zainteresować słuchacza, ale niestety utwory zbytnio się ze sobą zlewają. Owszem, można wyróżnić parę fajnych motywów i fragmentów, ale nie ma szans, by zapamiętać je na dłużej. Niektóre riffy zaś zbytnio kojarzą się z tymi od Cradle of Filth (np. w „Forgiveness Denied” mamy ewidentną zrzynkę z „To Eve The Art Of Witchcraft”, a inny motyw zaś może kojarzyć się z tym z „Nocturnal Supremacy”). Brak oryginalności nie byłby zarzutem, gdyby całość była bardziej porywająca, i gdyby nie było wręcz kopiowanych od Cradle of Filth patentów.

Nie mam nic przeciwko zespołom, które świata swoją muzyką nie zmieniają, a potrafią wykorzystać inspirację innymi, by stworzyć coś zwyczajnie dającego się posłuchać. Nie toleruję za to kopiowania czy bezczelnego wręcz zrzynania. Wykked Wytch nie wnosi niestety do black metalu kompletnie nic swojego. Po co zatem słuchać kopisty, jeśli mamy znacznie lepszy oryginał? „Angelic Vengeance” to płyta raczej tylko dla miłośników black metalu w jego symfonicznej odmianie, którzy nie przepuszczą żadnej okazji, by poobcować z jakimś przedstawicielem tego gatunku. Reszta niech raczej wrzuci sobie do odtwarzacza dowolną płytę Cradle of Filth.

Ocena : 5 / 10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s