Cradle of Filth „Damnation And A Day” (2003)

7 lipca 2009

Cradle of Filth
Damnation And A Day:
From Genesis To Nemesis…
(2003)
cradleoffilth-damnationandaday
I – Fantasia Down
1. A Bruise Upon The Silent Moon
2. The Promise of Fever
3. Hurt And Virtue
4. An Enemy Led The Tempest
II – Paradise Lost
5. Damned In Any Language (A Plague on Words)
6. Better To Reign in Hell
7. Serpent Tongue
8. Carrion
III – Sewer Side Up
9. The Mordant Liquor of Tears
10. Presents from the Poison-Hearted
11. Doberman Pharaoh or Destiny Wore A Bondage Mask
12. Babalon A.D. (So Glad For The Madness)
IV – The Scented Garden
13. A Scarlet Witch Lit The Season
14. Mannequin
15. Thank God For The Suffering
16. The Smoke of Her Burning
17. End Of Daze

Przejście Cradle of Filth do Sony wywołało spore kontrowersje. Żaden ekstremalny zespół przed nimi nie podpisał kontraktu z tak wielką wytwórnią płytową. Od razu pojawiły się wątpliwości, czy grupa nie zacznie grać bardziej komercyjnie, lecz wraz z pojawieniem się „Damnation And A Day” musiały one zostać rozwiane. Piąty pełnometrażowy album Kolebki Plugastwa jest bowiem trudniejszy w odbiorze od swojego poprzednika, „Midian”.

Nowy kontrakt otworzył przed formacją nowe możliwości. Większy niż dotychczas budżet spowodował, że realne stało się już zatrudnienie nie tylko chóru, ale i całej orkiestry – dokładniej Budapesztańskiej Orkiestry Filmowej i Chóru pod batutą László Zádoriego. Wykorzystując taką okazję, Cradle of Filth nagrali krążek epicki, niezwykle ambitny i… chyba nieco przeładowany od nadmiaru pomysłów.

Trudno mieć z pozoru jakieś zastrzeżenia do tego concept albumu, opowiadającego historię Lucyfera – zespół nie stracił pazura i nadal proponuje nam swój przepis na ekstremalną muzykę. Utwory są rozbudowane i bogato zaaranżowane, a Dani osiąga wokalem najwyżej możliwy sobie osiągalny poziom. Chyba najbardziej reprezentatywnym kawałkiem na krążku jest „The Promise of Fever” – znajdują się w nim wszystkie charakterystyczne elementy „Damnation…”: mocne gitary, szalejąca perkusja, orkiestracje i chór. Reszta utworów również trzyma fason: mamy tu i pędzące, agresywne kompozycje w rodzaju „Carrion” czy „The Smoke Of Her Burning”, gdzie na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim gitary, nieco bardziej stonowane, aczkolwiek – paradoksalnie – nadal wściekłe „Babalon A.D. (So Glad For The Madness)” i „Presents From The Poison-Hearted” czy nawet dość delikatne jak na Cradle of Filth „Thank God For The Suffering”.

Album aż pęcznieje od orkiestracji, w paru miejscach mamy także nieśmiałą elektronikę („Better To Reign To Hell”, „Babalon A.D.”, „Mannequin”). Na ogół utwory utrzymano w zawrotnym tempie, mamy tu i fragmenty bardziej kojarzące się z metalem symfonicznym („Carrion”), jak i nawet death metalowe wtręty (wstęp do „An Enemy Led The Tempest”), czy też blackową lub okołoblackową jazdę („Better To Reign In Hell”). Pozytywnie wyróżnia się „Doberman Pharaoh”, skomponowany na modłę staroegipskich melodii. Znacznie mniej tu heavy metalowych naleciałości, jakich sporo pojawiło się na „Midian”, wydaje mi się też, że nieco uproszczono pracę gitar, by zrobić miejsce rozbudowanym orkiestracjom. Pewnie z tego powodu nie pojawia się na „Damnation…” żadna solówka. Duża ilość instrumentalnych interludiów pozwala na chwilę oddechu przed kolejnymi aktami historii Lucyfera, dobrze spisał się w roli narratora Dave McEwen.

Co więc stanowi problem z tym krążkiem? Z jednej strony jest bardziej różnorodny, niż pierwszy concept album zespołu, czyli „Cruelty And The Beast”, orkiestracje zaaranżowano z głową, nie starano się powielać pomysłów spotykanych na przykład na „Puritanical Euphoric Misanthropia” od Dimmu Borgir (również nagranym z orkiestrą) czy płytach Theriona, Cradle of Filth nie straciło też swojej drapieżności. Z drugiej jednak strony ten długi (77 minut) krążek potrafi przytłoczyć przy pierwszych przesłuchaniach – tylko czy to jest wadą? Nie. Największy kłopot z „Damnation…” jest taki, że choć niby wszystko jest na swoim miejscu, a płyta stanowi świetne zwieńczenie drogi przebytej od debiutu, to jednak jakaś część magii kryjącej się w starszych dziełach tutaj uleciała. Niby nie można zarzucić muzykom nic ani w warstwie kompozytorskiej, ani brzmieniowej, ani tekstowej, a jednak czegoś w tym albumie brakuje, mimo że przecież wydaje się on jak najbardziej kompletny.

Dlatego też mam z oceną „Damnation And A Day” duży kłopot. Z pewnością to klasyk, którego trzeba poznać, z pewnością to coś więcej niż rzemiosło i chyba najbardziej niedoceniana płyta zespołu. Niedosyt polega raczej głównie na tym, że chciałoby się usłyszeć geniusz. A z tym może być tutaj pewien problem.

Ocena : 8 / 10

Ciekawostki:

  • Orkiestra pojawiająca się na albumie liczyła 40 osób, zaś chór 32.
  • Klawiszowiec Martin Powell nagrał dodatkowe partie gitar z racji, iż płyta została rejestrowana z udziałem tylko jednego gitarzysty, Paula Allendera.
  • Dani uważa „Damnation…” za swój ulubiony album Cradle of Filth.
  • Płycie towarzyszyły dwa single DVD: „Babalon A.D.” i „Mannequin”.
  • Utwór „Carrion” znalazł się w filmie animowanym „Dominator” z 2003 r., gdzie Dani podkładał głos tytułowej postaci.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s